Elektryczny Ural z bateriami w wózku bocznym
Miłośnicy motocyklowej wolności z nutką rozrzewniania patrzą na markę Ural, która od początku powstania oferowała fanów dwóch kółek konstrukcje z trzema kołami. Teraz motocykl z wózkiem bocznym powstał w wersji elektrycznej – nie wiadomo jeszcze, czy trafi do sprzedaży.
Kiedyś było lepiej – wiedzą o tym motocykliści wspominający złote lata dwukołowej motoryzacji. Elektryfikacja pojazdów sprawia, że wiele marek ma szansę powrócić na rynek w nowej wersji – i wcale nie trzeba szukać daleko, żeby to udowodnić, jako że lubelski Ursus poważnie myśli o wskrzeszeniu WSK jako pojazdu elektrycznego.
Na pomysł opracowania elektrycznej wersji swojej maszyny wpadli także inżynierowie z Urala, marki kojarzonej przede wszystkim z nieodłącznym wózkiem bocznym. Zaprezentowano prototyp, który wygląda całkiem obiecująco i może pochwalić się ciekawymi parametrami technicznymi.
Elektryczny prototyp Urala – producent bada rynek
Silnik został stworzony przez Zero – znanego producenta motocykli elektrycznych. Jednostka dysponuje mocą 60 koni mechanicznych, co pozwala rozpędzić motor wraz z wózkiem bocznym do 140 km/h (Ural zaleca podróżowanie z prędkością 105 km/h).
Zasięg elektrycznego Urala ma wynosić 165 km dzięki zastosowaniu ogniw o łącznej pojemności 19,5 kWh, osadzonych zarówno w samym motocyklu, jak i w wózku bocznym. Porównując to z osiągami samochodów elektrycznych można odnieść wrażenie, że nie jest to szczególnie dobry wynik – motocykl jest w końcu znacznie lżejszy, niż auto, powinien więc też móc przejechać na tej samej dawce energii znacznie dalej. Umieszczenie akumulatorów w wózku bocznym powinno znacznie zwiększyć dystans, jaki można przejechać elektrycznym motorem.
Stosunkowo mały zasięg może wynikać z braku dopracowania systemu napędowego – inżynierowie będą zapewne w stanie wycisnąć z elektrycznego motocykla znacznie więcej kilometrów na jedno ładowanie.
Ural nie wie jeszcze, czy motor na baterie trafi do produkcji – prototyp pokazywany jest obecnie na targach motocyklowych, gdzie skrzętnie notowane są wszystkie wrażenie wywoływane o potencjalnych klientów. Jeśli okaże się, że chętnych na elektryczny pojazd jest wystarczając dużo, producent deklaruje osiągnięcie gotowości do produkcji seryjnej w ciągu dwóch lat.
Jeśli do tego dojdzie, inżynierowie obiecują poprawić szybkość ładowania – obecnie uzupełnienie energii od 0 do 95% trwa dobre 13 godzin ze względu na brak obsługi szybkiej ładowarki.