Leśnicy z Nadleśnictwa Skwierzyn rozbili gang złodziei mchu
Strażnicy leśni natrafili pod Skwierzyną na 16 worków po brzegi wypełnionych mchem. Później namierzyli całą szajkę, która kradła mech z lasów. Po co była im ściółka leśna?
Jak podaje Gazeta Wyborcza, na złodziei mchu strażnicy leśni z Nadleśnictwa Skwierzyna natrafili przypadkiem. Na temat całej sprawy wypowiedziała się Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Szczecinie. Okazuje się, że złodzieje mchu mieli wobec niego niecne zamiary zarobkowe.
Zatrzymano gang złodziei mchu
Jak czytamy w oświadczeniu RDLP w Szczecinie:
W trakcie jednego z patroli prewencyjnych strażnicy natknęli się na 16 wielkich worków, które po brzegi zostały wypełnione... mchem. Po przyjrzeniu się okolicy strażnicy doszli do wniosku, że mech został zebrany bezpośrednio w miejscu znalezienia worków.
Strażnicy leśni rozpoczęli wówczas poszukiwania zbieraczy mchu. Niedługo namierzyli dwie osoby, które dokonywały nielegalnego zbioru. Oczywiście nikczemnicy zostali ukarani przez strażników mandatami. Poproszono ich również o... naprawienie wyrządzonych szkód, czyli odłożenie mchu w miejscach skąd go wyrwali.
No dobrze, to wiemy jak wyglądała cała sytuacja, ale po jakiego grzyba tym ludziom był potrzebny mech? Ten jest podobno bardzo wartościowym materiałem we florystyce. Jak tłumaczy RDLP, mech wykorzystuje się w lasach w słoiku, w kompozycjach kwiatowych, zielonych ścianach, czy dachach. Jest tylko jeden problem - nie można go kraść z lasu.
Jak podaje GW, złodzieje zatrzymani w lasach nieopodal Skwierzyny byli członkami zorganizowanej grupy. Gang złodziei mchu zajmował się kradzieżami na rzecz tworzenia świątecznych stroików. Te były następnie eksportowane na zagraniczny rynek. Naszym zdaniem to plan, na który przyklasnąłby sam Pablo Escobar.