AirBnB z niespodzianką. Rodzina znalazła ukrytą kamerę w wynajmowanym mieszkaniu
Chcieli udać się na rodzinny wypoczynek, a mogli zostać bohaterami reality show. Znaleźli ukrytą kamerę w mieszkaniu na AirBnB.
Kolega mówił, że coraz popularniejsze są filmy porno nagrywane z ukrytej kamerki. Możliwe, że właściciel jednego z domów, które możemy wynająć na AirBnB chciał zatem spełnić swoje reżyserskie zapędy, kiedy umieszczał takie urządzenie w mieszkaniu przeznaczonym dla gości. Na jego nieszczęście, przyszło mu gościć rodzinę, w której znalazł się informatyk Andrew Barker. Ten, szybko odkrył, że z kamerką może się połączyć bezprzewodowo korzystając z sieci Wi-Fi.
Odkrył w mieszkaniu ukrytą kamerkę… i zrobił sobie selfie
Andrew Barker z zawodu jest informatykiem, zajmującym się bezpieczeństwem w sieci. Nie dziwi zatem, że pierwsza rzecz, którą zrobił po rozpakowaniu walizek w wynajętym mieszkaniu to przeskanowanie sieci Wi-Fi w poszukiwaniu podpiętych do niej urządzeń. Na pewno nie spodziewał się znaleźć tam kamery, która, jak się potem okazało, udawała wykrywacz dymu.
Sytuacja żywo przypomina tę, która miała miejsce w Korei na początku 2019 roku. Przypomnijmy, że doszło wtedy do masowych zatrzymań właścicieli hoteli, którzy umieszczali w pokojach ukryte kamerki. Według koreańskich władz - liczyli oni na nagrania gości w chwili miłosnego uniesienia, aby później je sprzedać.
Wracając jednak do sprawy Andrew Barkera - po odkryciu kamerki, rodzina natychmiast wyprowadziła się z mieszkania, a o sprawie poinformowane zostało AirBnB oraz właściciel mieszkania. Początkowo, po pytaniu o kamerę rzucił słuchawką, później jednak doprecyzował:
Kamera w salonie była jedyną, która znajdowała się w mieszkaniu
Sama odpowiedź AirBnB też pozostawia wiele do życzenia. Według Nealie Barker, na której nazwisko zarezerwowane było mieszkanie, firma potraktowała całą sytuację jako anulowaną rezerwację, nie wyciągając żadnych konsekwencji względem właściciela mieszkania. Te, pojawiły się dopiero po nagłośnieniu sprawy na Facebooku kobiety. Kiedy sprawą zainteresowały się media, AirBnB zbanowało reżysera-amatora. AirBnB mówi również w komunikacie prasowym:
To, jak potraktowaliśmy tą sprawę na początku nie spełnia wysokich standardów, które u nas panują. Przeprosiliśmy rodzinę i w całości zrefundowaliśmy im pobyt.
Reakcja firmy była zatem, koniec końców, prawidłowa. Mimo to jednak, od zgłoszenia sprawy do AirBnB a usunięcia ogłoszenia z sieci minęły 33 dni. Przez ten czas, w mieszkaniu zatrzymało się 10 gości, którzy (być może) byli nieświadomie nagrywani.