Citroën C5 Aircross 225 KM. Samochód, który nie próbuje być kimś innym
Są samochody, które od pierwszych metrów próbują udowodnić kierowcy, że mają sportowy charakter. Są takie, które udają luksusowe. Są też takie, które za wszelką cenę chcą być nowoczesne. Citroën C5 Aircross jest trochę inny. On właściwie mówi: usiądź, rozgość się i jedź.
Testowałem wersję MAX Plug-in Hybrid 225 KM z automatyczną skrzynią EAT8. To samochód dość duży, rodzinny i zdecydowanie nastawiony na komfort. Ale uwaga! Nie jest przy tym pozbawiony charakteru.
Ładny, ale bez przesady
Zacznę od tego, co w samochodzie widać na pierwszy rzut oka: C5 Aircross jest na pewno dość charakterny. Może nie jest to samochód, który wywołuje efekt „wow”, ale ma własny styl i nie wygląda jak kolejny anonimowy SUV.
Podoba mi się jego sylwetka, proporcje i światła. Tylne są szczególnie ciekawe, bo wychodzą nieco poza obrys nadwozia, a przednie trochę „kocie”. Do tego dochodzą naprawdę dobrze wyglądające felgi. Całość sprawia solidne wrażenie. Przy czym Citroën nie próbuje tutaj być agresywny. I dobrze. Ten samochód ma wyglądać jak wygodny SUV, a nie jak rodzinny samochód przygotowany do startu w Nürburgringu.
W środku jest ciekawiej
Wnętrze C5 Aircrossa robi dobre wrażenie z niewielkimi minusami. Na plus od razu zapisuję przestrzeń. Dach jest wysoko, więc w środku jest naprawdę dużo miejsca. Jest również spory bagażnik. Trzeba tylko uważać na głowę przy jego otwieraniu, bo klapa nie podnosi się tak wysoko, jak bym sobie tego życzył i kilka razy zaliczyłem dość miękkie, ale jednak, spotkanie z nią. Po kilku razach nauczyłem się, że trzeba po prostu nisko schylić głowę.
Fotele są bardzo dobre. Ładne, wygodne i przede wszystkim świetnie wyposażone. Są elektrycznie regulowane, mają regulację podparcia bocznego, ogrzewanie, wentylację i masaż. Jest też podgrzewana kierownica. Czyli właściwie wszystko, czego można oczekiwać od samochodu, w którym mamy spędzać dużo czasu.
Minusem natomiast są plastiki i właśnie tutaj C5 Aircross jest trochę ambiwalentny: z jednej strony dostajemy wyposażenie, którego nie powstydziłby się samochód z wyższego segmentu, a z drugiej — kilka elementów, które jednak są trochę „po taniości”, choć to już takie czepianie się detali w recenzji. Ale lećmy dalej.
Technologii nie brakuje
Citroën wyposażył C5 Aircrossa w naprawdę dużo gadżetów.
Duży, czytelny ekran centralny ma konstrukcję, którą producent nazywa Waterfall. Nazwa jest całkiem trafna, bo ekran rzeczywiście sprawia wrażenie, jakby spływał w dół konsoli.
Do tego dochodzi HUD. I to jeden z tych elementów, które naprawdę lubię. Jest duży, czytelny i pokazuje również wskazania nawigacji. Można go oczywiście regulować, a sposób rozwiązania tej funkcji jest dość nietypowy, wykorzystuje się do tego dźwignię służącą do regulacji lusterek.
Wyświetlacz przed kierowcą można konfigurować na pięć sposobów. Wszystko jest czytelne, choć grafiki mają trochę oldskulowy charakter. Nie są brzydkie, ale trudno uznać je za wzór współczesnego designu.
Podobnie jest z przełącznikami przy kierownicy. Kierunkowskazy i wycieraczki wyglądają trochę jak pozostałość po poprzedniej epoce, co ma też swój urok. Za to sama kierownica bardzo mi się podoba. Ma ciekawy kształt, jest podgrzewana, a duże przyciski ułatwiają obsługę.
Jest też kilka drobiazgów, które bardzo doceniam. Dolny schowek jest gumowany, więc rzeczy w nim nie latają podczas jazdy. Przy tacce – ładowarce do telefonu C5 Aircross ma niewielki, otwarty schowek, który pasuje idealnie wielkością do typowego kubka. Do tego ma dwa, umieszczone pod wyświetlaczem, czyli w sumie mamy auto z miejscem na trzy kubki. Niestety, dwa dolne są dość nisko, ale jeśli ktoś potrzebuje dodatkowego miejsca na wodę, czy kawę w samochodzie, Citroën jest na to przygotowany.
Zanim przejdziemy do wrażeń z jazdy, trochę danych: C5 Aircross ma 4,50 metra długości, 1,86 metra szerokości i 1,70 metra wysokości, a rozstaw osi wynosi 2,73 metra. To już całkiem spory SUV, choć jego gabaryty nie są szczególnie odczuwalne za kierownicą. Bagażnik oferuje 460 litrów, a po złożeniu tylnej kanapy przestrzeń rośnie do 1510 litrów. W wersji Plug-in Hybrid 225 KM samochód osiąga 100 km/h w 8,9 sekundy i może rozpędzić się do 225 km/h.
Podczas mojego użytkowania, obejmującego jazdę po mieście i drogach krajowych, komputer pokazał 5,9 l/100 km., przy wejściu w tryb sportowy spalanie wzrosło o niecały litr.
Komfort przede wszystkim
Za kierownicą bardzo szybko okazuje się, jaki jest podstawowy charakter tego samochodu: to po prostu wygodny SUV do podróży po mieście i poza nim.
Pedał gazu jest miękki. Hamulec również. Kierownica jest lekka i trochę miękka, choć przy mocniejszym przyspieszaniu wyraźnie się usztywnia.
Zawieszenie jest komfortowe. C5 Aircross dobrze radzi sobie z nierównościami i daje dokładnie to, czego oczekiwałbym od Citroëna. Trochę przy tym pływa, ale nie przesadza. Na zakrętach zachowuje się zaskakująco dobrze. Nie jest sportowy, ale nie daje też wrażenia, że trzeba go ciągle korygować.
Wyciszenie określiłbym jako akuratne. W środku nie ma idealnej ciszy, przy mocniejszym wciśnięciu pedału gazu silnik mruczy, ale też nie wymagam od tego auta, aby miało idealne wyciszenie.
Ciekawie zachowuje się układ hybrydowy. Przełączanie między silnikami czasem można wyczuć i nie zawsze jest to całkowicie niezauważalne, szczególnie kiedy układ zaczyna intensywniej korzystać z silnika spalinowego.
W trybie Sport samochód zmienia charakter. Przełożenia są krótsze, silnik pracuje na wyższych obrotach, a wyświetlacz pokazuje aktualny bieg. To jednak nadal jest C5 Aircross. Sportowy charakter jest tutaj raczej dodatkiem niż głównym założeniem konstrukcji. Niemniej jazda w trybie sportowym jest naprawdę przyjemna i aż żałuję, że wypróbowałem ją dopiero pod koniec mojego testu.
Elektronika pomaga, ale nie jest nieomylna
Bardzo dobrze oceniam działanie systemów wspomagających kierowcę. Pilot Assistance działa sprawnie. Można korzystać z samego tempomatu, który potrafi również reagować na zjazd z pasa, albo uruchomić bardziej rozbudowany system wspomagania jazdy.
Sam tempomat jest świetnie rozwiązany pod względem obsługi. Jeden przycisk - włączony. Jeden - wyłączony. Bez przeklikiwania się przez menu i zastanawiania, co właściwie trzeba nacisnąć.
Podoba mi się również sposób informowania o konieczności trzymania kierownicy. Samochód nie robi z tego irytującego przedstawienia.
Nie wszystko działa jednak równie dobrze. Rozpoznawanie znaków drogowych potrafi się pomylić, co w sumie w ogóle mnie nie zaskoczyło, bo żaden samochód, który testowałem, nie rozpoznawał ich prawidłowo. I to jest dobry przykład tego, dlaczego nawet w nowoczesnym samochodzie naszpikowanym elektroniką kierowca nadal powinien patrzeć na drogę, a nie tylko na ekrany.
Jeszcze jeden przydatny „gadżet”: lusterka podczas cofania obracają się, co poprawia widoczność przy manewrowaniu.
Podsumujmy
C5 Aircross to auto, które ma bogate wyposażenie, choć nie jest to samochód premium. Ma mocny napęd, ale nie jest sportowy. Jest miękki i komfortowy, ale nie pływa przesadnie. Ma sporo nowoczesnej elektroniki, ale część grafik i przełączników wygląda trochę jak z poprzedniej dekady. I chyba właśnie ta mieszanka jest jego charakterem.
Najbardziej podoba mi się to, że Citroën nie próbuje zrobić z C5 Aircrossa samochodu dla kogoś, kto chce cały czas coś sobie udowadniać. To SUV dla kierowcy, który chce wsiąść, mieć wygodny fotel, klimatyzację, masaż, wentylację, HUD, duży bagażnik, wygodne zawieszenie i sensowne spalanie. I po prostu dojechać na miejsce bez zmęczenia.
Ceny C5 Aircorssa startują od 134 900, w wersji MAX od 165 700 zł.
Za bezpłatne wypożyczenie samochodu do tygodniowego testu dziękuję firmie Stellantis Polska.
Źródło: Antyradio
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca! Po więcej informacji zachęcamy do odwiedzenia naszego Facebooka , Twittera, TikToka i Instagrama. Żeby posłuchać, co teraz gramy, przejdź do naszego playera!