Egzaminator go oblał, ale kursant walczył o swoje. Sąd zdecydował
Fascynująca historia, która może się okazać motywacją dla części kursantów. Mimo tego wielu Polaków nie będzie chciało uczestniczyć w tak długim procesie. Chodzi o egzamin na prawo jazdy i decyzję egzaminatora.
- Egzamin na prawo jazdy potrafi być czymś niezwykle stresującym, więc trudno dziwić się temu, iż wielu zdających popełnia jakieś błędy. Oczywiście sama ocena tego, czy jakiś ze wspomnianych błędów faktycznie został popełniony, czy też nie… czasem może się okazać kwestią sporną.
- Jak się zapewne domyślacie, powyższe jest wstępem do tego, że kursant nie zawsze zgodzi się decyzją egzaminatora. Brzmi dziwnie, w jakimś stopniu mało intuicyjnie? Ale przecież jest to możliwy scenariusz, a w ekstremalnym przypadku dojdzie do tego, co zostało opisane w poniższym artykule.
- Zapraszamy do lektury, ponieważ sprawa jest niezwykle ciekawa.
Ta sprawa ciągnęła się całymi latami
Wyjątkowo ciekawy temat z intrygującym zakończeniem, które z pewnością przyciągnie uwagę wielu Polaków. Tak można wstępnie opisać całą sprawę, lecz oczywiście my chcemy zagłębić się w to jeszcze bardziej.
Przede wszystkim warto podkreślić, że wszystko to było dla kursanta niewyobrażalną wręcz inwestycją czasową. Dlaczego? Ponieważ człowiek ten musiał włożyć w swoją walkę aż… pięć lat. To właśnie dlatego po sieci krążą szokujące nagłówki, informujące o tym, iż: „Po pięciu latach sąd przyznał mu rację”. Wszystkie szczegóły znajdziecie poniżej.
Finał wymagał cierpliwości
Ta sprawa wzbudziła zainteresowanie branżowych serwisów, a dziennikarze z Moto postanowili przyjrzeć się temu zdecydowanie bliżej. W związku z tym, na łamach tej wyjątkowo eksperckiej strony możemy zapoznać się z następująca treścią:
W lipcu 2020 roku jeden z kursantów podszedł do egzaminu na prawo jazdy kategorii B. Zakończył się na placu manewrowym, bo egzaminator uznał, że kursant nieprawidłowo wykonał drugi z manewrów, a konkretnie "ruszanie z miejsca oraz jazda pasem ruchu do przodu i do tyłu". Egzaminator uznał, że zdający nie upewnił się co do możliwości jazdy, bo przed rozpoczęciem manewru nie spojrzał przez tylną szybę i nie zrobił tego również w trakcie powtórzenia tego zadania. Dodatkowo w trakcie jazdy do tyłu utracił płynność.
Powyższe jest zaledwie początkiem tej historii. Wielu ludzi zwyczajnie podeszłoby ponownie do egzaminu, a jeśli chodzi o ten oblany… to oczywiście wystarczy zapomnieć o całej sprawie. Jednak tym razem było inaczej, bo: „Mężczyzna nie zgodził się z oceną i wystąpił o unieważnienie egzaminu. Marszałek województwa zgodził się z kursantem”.
Egzaminator się odwołał, dodatkowo argumentował, że "dysponuje luzem decyzyjnym co do metody sprawdzenia przestrzeni za pojazdem", a w jego ocenie wynik egzaminu był zgodny z przepisami. Argumentacje egzaminatora, który bronił swojej decyzji jak lew, nie przekonały ani samorządowego kolegium odwoławczego, ani Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Tam zwrócono uwagę na nagranie z przebiegu egzaminu, na którym wyraźnie widać, że zdający przed wykonaniem zadania spojrzał w boczne lusterka i prawidłowo ustawione lusterko środkowe, a więc upewnił się o możliwości jazdy.
Na swój sposób historia jest niesamowita, bo nie każdy pomyślałby o takim podejściu do całej sprawy. Dziennikarze podkreślili, że NSA, podobnie jak poprzednie instancje, przyznał rację kursantowi. Widać zatem, że nawet egzaminator może się czasem mylić, tylko czy wszyscy będą aż tak zawzięcie walczyć całymi latami? Na pewno nie wszyscy, lecz część kursantów może mieć w sobie wystarczająco determinacji.
Quiz: Test dla bystrych Polaków. Tylko 1 na 10 osób zdobędzie 100%
Źródło: Antyradio/Moto
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca! Po więcej informacji zachęcamy do odwiedzenia naszego Facebooka , Twittera, TikToka i Instagrama. Żeby posłuchać, co teraz gramy, kliknij w poniższy baner!