Zastrzeliła oprawcę swojej córki na sali sądowej. Wszystko uchwyciły kamery

AKTUALIZACJA 02.10.2023 15.05.2023 13:24
AKTUALIZACJA 02.10.2023 15.05.2023 13:24

6 marca 1981 roku 31-letnia Marianne Bachmeier w sali sądu rejonowego w Lubece wystrzeliła z pistoletu Beretta M1934 osiem kul w kierunku oskarżonego - 35-letniego pracownika ubojni, Klausa Grabowskiego. Ten zamordował jej 7-letnią córkę, Annę.

Marianne Bachmeier zastrzeliła Klausa Grabowskiego na sali sądowej
Fot. screen X.com/@RealCapeTruther

Zamordowała zabójcę swojej córki na sali sądowej

Marianne Bachmeier urodziła się 3 czerwca 1950 r. w Sarstedt. Jako 23-latka, kobieta zaszła w swoją trzecią ciążę - poprzednią dwójkę dzieci oddała do adopcji, ale zdecydowała, że Annę wychowa samodzielnie. Córka szybko stała się oczkiem w głowie Bachmeier, aczkolwiek ich życie nie było łatwe. Samotna matka pracowała wieczorami jako kelnerka, często imprezując do późnych godzin nocnych. W ciągu dnia odsypiała, przez co kilkulatka wiele czasu spędzała sama.

5 maja 1980 roku Anna postanowiła pójść na wagary i odwiedzić mieszkającą w pobliżu koleżankę. Po drodze 7-latka spotkała 35-letniego rzeźnika Klausa Grabowskiego. Ten zaprosił ją do swojego mieszkania pod pretekstem zabawy z kotami (co podobno nie było pierwszą taką sytuacją). Klaus tego dnia trzymał jednak Annę w niewoli przez kilka godzin, molestował ją, aż w końcu udusił parą rajstop należących do jego narzeczonej.

Sprawę na policję zgłosiła narzeczona Grabowskiego, która poinformowała funkcjonariuszy, że mężczyzna zamordował dziewczynkę, wepchnął ją do kartonowego pudła, a następnie pochował w płytkim grobie na brzegu leżącego nieopodal kanału. Pracownik rzeźni dość szybko został aresztowany i ze względu na dowody praktycznie od razu przyznał się do winy.

Zaprzeczał jednak, żeby miał się dopuszczać przemocy seksualnej. Twierdził, że 7-letniej dziewczynce podobało się to, co robił i że sama do niego przychodziła i go o to prosiła. Zabił ją, ponieważ zagroziła, iż wyda go swojej matce i rzekomo chciała wymusić od niego pieniądze.

Grabowski był recydywistą - w 1973 roku otrzymał wyrok w zawieszeniu za uduszenie 6-letniej dziewczynki, później molestował dwójkę 9-letnich dzieci i dobrowolnie poddał się kastracji chemicznej, by uniknąć więzienia. W 1981 roku stanął przed sądem po raz kolejny. Jak się potem okazało po raz ostatni.

Siedząca na sali 6 marca 1981 roku Marianne Bachmeier wyciągnęła pistolet Beretta kalibru 22, wycelowała w plecy Grabowskiego i wystrzeliła 7 lub 8 razy (tutaj relacje świadków i mediów podają różne liczby). Pewne jest, że nie trafiła zaledwie raz, a mężczyzna zmarł na miejscu na oczach sędziów, adwokatów i mediów. 

Głównym powodem tej decyzji miało być "uciszenie" mężczyzny, by zaprzestał opowiadania obrzydliwych kłamstw - głównie o fragmencie, że "7-letniej dziewczynce podobało się to, co robił i że sama do niego przychodziła i go o to prosiła". Po dokonaniu morderstwa, Bachmeier miała podobno popatrzeć w oczy sędziego i powiedzieć:

Chciałam strzelić mu w twarz… Mam nadzieję, że nie żyje.

Za opowiedzenie swojej historii życiowej, Bachmeier dostała od gazety Stern 100 tysięcy marek, za co pokryła koszty sprawy sądowej. Jej adwokatom udało się wykazać nieumyślny charakter zabójstwa i Marianne dość łagodnie skazano na 6 lat pozbawienia wolności.

Ze względu na okoliczności przestępstwa, Bachmeier została zwolniona warunkowo w 1985 roku po 3 latach odsiadki. W kolejnych latach wyszła za mąż i przeprowadziła się do Nigerii. Potem mieszkała jeszcze we Włoszech, gdzie pracowała w hospicjach dla nieuleczalnie chorych i szkołach. Kiedy wykryto u niej raka trzustki, kobieta po wielu latach powróciła do Lubeki, gdzie zmarła w wieku 46 lat. Została pochowana obok swojej córki.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca! Po więcej informacji zachęcamy do odwiedzenia naszego Facebooka , Twittera, TikToka i Instagrama. Żeby posłuchać, co teraz gramy, kliknij w poniższy baner!