Marvel nie chciał Chrisa Hemswortha do roli Thora. Miał go zagrać... Daniel Craig
Każdy fan MCU zgodzi się, że Chris Hemsworth to Thor, a Thor to Chris Hemsworth. A wystarczyła jedna błędna decyzja, by mavelowski bóg piorunów wyglądał jak James Bond.
Chris Hemsworth jest dziś nie tylko jednym z najbardziej uwielbianych gwiazdorów Marvela, ale i jednym z najpopularniejszych aktorów na świecie. Rola Thora odmieniła jego życie i nadała kierunek całej karierze aktorskiej. Brakowało jednak bardzo niewiele, by świat nigdy nie miał okazji oszaleć na punkcie Hemswortha. Jak wynika bowiem z doniesień sprzed 12 lat, bóg piorunów z MCU miał mieć twarz... Daniela Craiga.
Szekspirowski aktor reżyserem filmu o superboharzerze
Kiedy Marvel Studios zabierało się za film o Thorze, franczyza, z której rozmachem może równać się dziś tylko "Star Wars", dopiero raczkowała. Po początkowych zmianach w fotelu reżysera, realizację pierwszego filmu o synu Odyna powierzono Kennethowi Branaghowi - aktorowi i twórcy szekspirowskiemu, który nigdy wcześniej nie miał nic wspólnego z komiksami, superbohaterami czy w ogóle kinem rozrywkowym (z bardzo nielicznymi wyjątkami). Decyzja o tym, by twórca "Hamleta" z 1996 roku został reżyserem filmu Marvela, była dość nietypowa (by nie powiedzieć szalona), ale przyniosła bardzo pozytywne skutki.
Udział Branagha w projekcie przyciągnął do niego gwiazdy, które w 2009 roku nie zdecydowałyby się zagrać w filmie superbohaterskim, gdyby kręcił go np. Matthew Vaughn. Do tego, że to nazwisko reżysera było powodem przyjęcia roli w "Thorze" przyznali się zarówno Natalie Portman, jak i Idris Elba oraz Stellan Skarsgård. Na szczęście w gronie tym nie znalazł się Daniel Craig, któremu rolę Odinsona podobno zaproponowano. Brytyjczyk twierdził wówczas, że odrzucił ją, chcąc skupić się na roli Jamesa Bonda.
Nieznany Australijczyk, który został bogiem
O rolę boga piorunów, który już niebawem miał stać się bożyszczem nastolatek (i nie tylko), walczyli m.in. Charlie Hunnam, Alexander Skarsgard, Joel Kinnaman, Kevin McKidd i Tom Hiddleston.
Walczył o nią także Chris Hemsworth i jego młodszy brat Liam. I co ciekawe, gwiazdor "Igrzysk śmierci" był o wiele bliżej jej otrzymania niż dzisiejszy Thor. Chris odpadł bowiem w przedbiegach, nie otrzymując nawet szansy na testy przed kamerą.
Na szczęście na jego drodze stanął wybitny agent William Ward, który przekonał Kevina Feige'a, by pozwolił mu wziąć udział w testach ekranowych. I wtedy stało się! Nikomu nieznany Australijczyk zachwycił reżyserów castingu. Na miejsce wezwano Kennetha Branagha, który podjął ostateczną decyzję. 16 maja 2009 magazyn Deadline ogłosił, że Marvel znalazł swojego filmowego Thora.
Reszta jest już historią. "Thor" trafił do kin w maju 2011 roku, rozpoczynając przygodę życia Chrisa Hemswortha. I choć pierwszych dwóch solowych filmów o Asgardczyku nie uznaje się za szczególnie udane, "Thor: Ragnarok" i finałowy dyptyk "Avengers" sprawiły, że Thor jest dziś nie tylko jedną z najbardziej uwielbianych, ale i jedną z najciekawszych postaci z filmowego uniwersum Marvela, która przeszła największą przemianę ze wszystkich ekranowych superherosów. Tak wielką, że już niebawem w 4. części przygód boga piorunów wcieli się w niego... Natalie Portman. Nie martwcie się jednak, w 2021 roku każdy reżyser (a szczególnie Taika Waititi) wie, że żaden film o Thorze nie może powstać bez Chrisa Hemswortha.
"Thor: Love and Thunder" ma trafić do kin 6 maja 2022 roku.