Wklejony Pałac Kultury i hasła z PRL. Tak wygląda Warszawa w amerykańskim hicie
W nowym hicie Prime Video pod tytułem "Sojusznicy" część akcji dzieje się w Polsce. Ale czy na pewno? Okazuje się, że Warszawę gra inna europejska stolica.
- W amerykańskim filmie "Sojusznicy" nie zabrakło polskiego akcentu.
- Rodzimi widzowie nie dali się jednak nabrać i zauważyli, że filmowa Warszawa nie wygląda jak prawdziwa stolica.
- Ponadto twórcy zasugerowali, że w Polsce wciąż trwa PRL.
"Sojusznicy": "Polska" w hicie z Johnem Ceną i Idrisem Elbą
Z początkiem lipca na Prime Video trafił film "Sojusznicy" - komedia akcji z Johnem Ceną i Idrisem Elbą w rolach głównych. W produkcji pojawiają się wątki polskie. Niestety twórcy nie przyłożyli się tak bardzo, jak autorzy oscarowego "Prawdziwego bólu". Oba tytuły rozgrywają się w Warszawie, ale tylko film Jesse'ego Eisenberga był naprawdę kręcony w stolicy. W "Sojusznikach" Warszawę zagrało... miasto położone w zupełnie innym kraju.
Film od początku swojego istnienia opiera się na iluzji. To medium z jednej strony bardzo realistyczne, z drugiej dzięki swojej naturze pozwalające na wprowadzenie do świata przedstawionego wielu nierealistycznych elementów. Twórcy filmowi korzystają z różnych technik, by stworzyć wrażenie pożądanego efektu, który chcą wywołać w widzach. Nic więc dziwnego, że często jakieś miasta grają zupełnie inne metropolie.
Quiz: Znasz hity Netflix? Większość nie zna odpowiedzi na 1. pytanie
I zapewne dla przeciętnego widza "Sojuszników" Warszawa ukazana w filmie nie będzie stanowiła żadnego problemu. Jednak już Polacy oglądający film Prime Video, szczególnie ci, którzy znają stolicę swojego kraju, od razu zwrócą uwagę, że coś jest nie tak. Chociaż akcja produkcji częściowo dzieje się w Polsce, wystarczy wejść na Wikipedię, by sprawdzić, że naszego kraju nie ma na liście lokacji, w których odbywały się zdjęcia. Większość ujęć powstała w londyńskim studiu. Miasto, które grało między innymi Białoruś i Polskę to w rzeczywistości Belgrad - stolica Serbii.
W "Sojusznikach" premier Wielkiej Brytanii (Idris Elba) i prezydent USA (John Cena) stają się celem ataku tajemniczego przeciwnika zza granicy. Są zmuszeni połączyć siły i wspólnie udaremnić globalny spisek. Po katastrofie lotniczej na terenie Białorusi (która została przedstawiona bardzo stereotypowo), tytułowe głowy państw zostają przeszmuglowane do Warszawy. Widzimy panoramę miasta z Pałacem Kultury i Nauki w tle, ale szybko orientujemy się, że to wcale nie jest stolica Polski. Nie zgadza się kompletnie topografia miasta i jego klimat.
Według hollywoodzkiego filmu w Polsce wciąż jest PRL
O wiele bardziej kuriozalne jest to, w jaki sposób została pokazana codzienność miasta - główni bohaterowie trafiają do biura dużej firmy, które wygląda jak rodem z przełomu lat 70. i 80., a przypominamy, że film dzieje się współcześnie. Wnętrze ma bardzo archaiczny wygląd, na biurku stoi przestrzały komputer i telefon stacjonarny rodem z PRL-u. Zresztą wygląda na to, że według twórców filmu dawno miniony ustrój polityczny w Polsce wcale nie minął. W jednej ze scen bohaterowie przemierzają warszawskie ulice. W tle widać wielki socrealistyczny plakat z napisem "WIELKA POTĘGA KOLEJOWA".
To wszystko to oczywiście szczegóły, na które zwrócą uwagę jedynie Polacy lub osoby zaznajomione z naszym krajem, szczególnie jego stolicą. Nie po raz pierwszy Amerykanie ukazują Europę w sposób całkowicie błędny lub przerysowany. Pytanie, dlaczego tak się dzieje? Czy to ignorancja, a może celowy zabieg - w końcu "Sojusznicy" to film komediowy i stereotypowa przaśność wschodu Europy ma na celu podbić komizm? Najprawdopodobniej chodziło o koszta - istnieje spora szansa, że kręcenie zdjęć na ulicach Belgradu było tańsze, niż w Warszawie. Jeśli tak rzeczywiście było, dlaczego nie osadzono akcji filmu w Serbii?
Odpowiedzi na te pytania nie otrzymamy, ale gwiazdorzy "Sojuszników" w wywiadzie dla portalu kultura.gazeta.pl wyrazili chęć przyjechania do Polski, jeśli film odniesie tak duży sukces, że powstanie sequel. Wówczas chcieliby, żeby zdjęcia tym razem miały miejsce w prawdziwej Warszawie.
Źródło: Antyradio/kultura.gazeta.pl