advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:

„Najczystsze doświadczenie”: Yannis Philippakis z FOALS o sile występów na żywo [WYWIAD]

AKTUALIZACJA 03.04.2023 03.04.2023 03:32
AKTUALIZACJA 03.04.2023 03.04.2023 03:32

Brytyjska grupa FOALS wystąpi w warszawskim klubie Progresja już 25 czerwca.  Z tej okazji mieliśmy szansę porozmawiać z frontmanem zespołu, Yannisem Phillippakisem.

FOALS - Yannis Philippakis na koncercie podczas Open'era 2014
Fot. Wojciech OLSZANKA/East News

Michał Kaczoń: Gratulacje, twój zespół jest w tym roku oficjalnie osobą dorosłą. Właśnie skończył osiemnaście lat.

Yannis Phillippakis: O kurczę, rzeczywiście. Mam jednak wrażenie, że przez pierwsze lata nie robiliśmy za dużo (śmiech). Także dla mnie Foals tak naprawdę rozpoczęli działalność w 2007 roku, jeśli mam być w pełni szczery. Ale tak – to nadal szmat czasu.

Ogrom. Zastanawiam się, czy z tego powodu dostrzegasz jakieś znaczące różnice w stylu waszych koncertów na przestrzeni tylu lat?

Szczerze mówiąc – nie bardzo. To znaczy inaczej – dostrzegam, jak wiele zmieniło się, odkąd zaczęliśmy grać. Widziałem to między każdym kolejnym albumem. Jednak tym, co przez te lata pozostawało niezmienne, to właśnie same nasze koncerty. Ta energia, która rodzi się za każdym razem, gdy wchodzimy na scenę i gramy dla pełnej sali, nigdy się nie zmienia. Nasze koncerty wciąż są intensywne, pełne pasji i zabawy. Mogę śmiało określić je jako jedne z najczystszych doświadczeń. Nic nie jest w stanie zmienić tego kontaktu, jaki mamy z publicznością. Dopóki dobrze gramy, dźwięk jest prawidłowo ustawiony, a widownia żywo reaguje, zawsze będziemy się świetnie bawić. Także występy na żywo pozostają jedynymi stałymi elementami w morzu przemian, które nastąpiły w ostatnich latach.

Rozwój technologii znacząco zmienił sposób, w jaki odbieramy i konsumujemy muzykę. Co najciekawsze ­– nie była to nawet zmiana linearna, tylko seria skoków rozwojowych, która zachodziła za każdym razem, gdy wypuszczaliśmy nowy album. Mam wrażenie, jakby między każdą naszą płytą w świecie muzyki zachodziła rewolucja. Za każdym razem zmieniał się sposób, w jaki ludzie mają szansę dotrzeć do naszych utworów.

Choć dostrzegam te zmiany, związane także z nowymi sposobami rozmów z wytwórniami i przedstawicielami branży muzycznej, staram się je trochę ignorować. To sama muzyka pozostaje dla mnie najważniejsza. Pisanie piosenek, granie koncertów i doświadczanie występów na żywo, są dla mnie stałymi elementami, dla których warto to wszystko robić.

Muzyka Foals gra znaczącą rolę w różnorodnych projektach filmowych i telewizyjnych. W jaki sposób podchodzicie do propozycji użyczenia swoich utworów dla ścieżek dźwiękowych?

Za każdym razem, gdy pojawia się propozycja wykorzystania jednego z naszych kawałków, staramy się to przedyskutować. Zastanawiamy się, czy dany utwór pasuje do produkcji, w której miałby się pojawić. Mam wrażenie, że bywamy nadopiekuńczy, jeśli chodzi o niektóre piosenki. Czuję, że te bardziej emocjonalne, kruche i delikatne, muszą być traktowane z odpowiednim respektem. Nie pozwolilibyśmy na przykład, żeby „Spanish Sahara” pojawiła się w projekcie, do którego zupełnie nie pasuje. Myślę o nas jako o kustoszach naszej twórczości (śmiech). Powiedziawszy to, muszę zauważyć, że chętnie użyczamy naszej muzyki. Sposób wykorzystania oryginalnych utworów w dziełach kultury czy reklamach też znacząco zmienił się przez te wszystkie lata.

Czy masz ulubiony projekt, w którym można usłyszeć kawałki zespołu?

Hmm… nie wiem, czy tak prosto z głowy przychodzi mi coś konkretnego. Jasne, to że „Spanish Sahara” pojawiła się w „Misfits”, było świetne. Bardzo cieszę się też, że dziennikarz i dokumentalista Louis Theroux często wykorzystuje nasze kawałki w swoich filmach dokumentalnych, bo uwielbiam to, co robi. Szanuję też, że jeden z naszych pierwszych kawałków, „Hummer”, pojawił się na ścieżce dźwiękowej do serialu „Skins”, bo to była wielka sprawa. Myślę, że dzięki temu znacząco wzrosła nasza popularność w Wielkiej Brytanii, a nasza kariera w tamtym okresie tak mocno się rozwinęła. A tak to w sumie nie wiem. Mam wrażenie, że coś pomijam, ale te trzy projekty przychodzą mi do głowy jako pierwsze.

Polecamy

Pozostając w świecie kultury audio-wizualnej, chciałem zapytać, czy masz jakieś ulubione gatunki filmowe, bądź po prostu produkcje, które możesz oglądać raz za razem?

Szczerze mówiąc, niezbyt kieruję się gatunkami. Nie oglądam zbyt wielu filmów akcji czy kina superbohaterskiego. Jakbym musiał zdecydować, to chyba najbliżej mi do dramatów. Kocham „Aż poleje się krew” i „To nie jest kraj dla starych ludzi”, i bardzo lubię do nich wracać. To niesamowite, że te dwa filmy trafiły na ekrany w tym samym roku. Zwłaszcza, że to chyba moje ulubione produkcje w historii. Uwielbiam Paula Thomasa Andersona. Kocham też dokumenty Wernera Herzoga i często je oglądam. Uważam „Grizzly Mana” za film na poprawę humoru, mój filmowy comfort food (śmiech).

Ulubione filmy Yannisa Philippakisa z FOALS
Fot. materiały prasowe
Ulubione filmy Yannisa Philippakisa z FOALS

Bardzo ciekawe wybory. Foals ma bogaty katalog piosenek. Czy znajduje się wśród nich jakiś utwór, którego nie lubicie już grać na żywo? Jak Radiohead, które dość ostentacyjnie stara się nie grać na koncertach kawałka „Creep”?

Jeśli nie mamy ochoty grać jakiegoś kawałka, to po prostu tego nie robimy (śmiech). A tak szczerze, to chyba z bardziej znanych piosenek, dość szybko przestaliśmy grać „Cassius” z płyty „Antidotes”. Trochę nas zaczął drażnić. Mam wrażenie, że odkąd przestaliśmy go grać na koncertach, zdarzyło nam się do niego wrócić tylko z raz, czy dwa. Także, gdybym miał wybrać, co jest naszym „Creep”, to pewnie byłby to właśnie „Cassius”.

Poza tym dość dobrze czujemy się z kawałkami, które napisaliśmy. Niektórych utworów nawet nie próbujemy grać na żywo, bo są naprawdę trudne do zagrania poza studiem. Zresztą coraz trudniej układa nam się setlisty koncertów, bo tak jak zauważyłeś, katalog naszych utworów ciągle się poszerza.

Ciekawie, że wspomniałeś o „Cassiusie”, bo właśnie miałem cię o niego pytać. To był kawałek, dzięki któremu w ogóle wkręciłem się w waszą muzykę, więc mam do niego ogromny sentyment. Zawsze na koncertach po cichu liczę, że tym razem go zagracie. Czy mógłbyś więc zdradzić, co sprawiło, że wypadł z setlisty?

To był miks różnych powodów i nasza bezpośrednia reakcja na to, jaką reakcję wywoływał. To była najpopularniejsza piosenka z „Antidotes”, więc naturalnie przyciągała najwięcej uwagi. W pewnym momencie mieliśmy wrażenie, że aż za dużo. Chcieliśmy, żeby ludzie skupili się też na innych utworach. Zależało nam, żeby ludzie doceniali „Red Socks Pugie” czy inne kawałki, a nie czekali jedynie na „Cassiusa”. Na dodatek w pewnym momencie ten utwór zwyczajnie dość mocno nam się już osłuchał. Mam wrażenie, że za dużo razy usłyszeliśmy słowo „Cassius”, które przecież pojawia się w tym kawałku wielokrotnie, więc zaczęło nam to lekko działać na nerwy. 

Gdy zaś rozpoczęliśmy trasę z „Total Life Forever“, mieliśmy wrażenie, że ton i styl tego kawałka nie współgra dobrze z resztą utworów, które graliśmy podczas koncertów. Nie chcę jednak powiedzieć, że go nie lubię. Myślę, że może rzeczywiście czas zacząć grać go trochę częściej niż dotychczas. Prawda jest jednak taka, że jeśli nie graliśmy jakiegoś utworu od bardzo dawna, musielibyśmy zacząć od nowa ćwiczyć jego granie, a to wymaga dodatkowej pracy. Także zobaczymy. Być może w końcu zaczniemy go grać częściej. Kto wie, może zagramy go w Polsce. Czas pokaże.

Skoro mowa o występach na żywo, to kiedy byłem młodszy, ze znajomymi podczas festiwali muzycznych często graliśmy w pewną grę i jestem ciekawy, jak ty byś odpowiedział na pytanie o to, kogo z nieżyjących już muzyków chciałbyś zobaczyć na żywo, gdyby istniało coś takiego jak Resurrection Stage (Scena Zmartwychwstania)?

Jest kilkoro artystów, których chętnie bym zobaczył, ale myślę, że najwspanialej byłoby zobaczyć Nirvanę w oryginalnym składzie. Gdy odkrywałem ten zespół i mocno wkręcałem się w jego brzmienie, Kurt Cobain już nie żył. Nie miałem więc nigdy szansy zobaczyć ich na żywo. Będąc nastolatkiem, miałem na ich punkcie prawdziwą obsesję. Także bardzo chętnie zobaczyłbym ich na żywo, jeszcze z okresu, kiedy nie stali się tak legendarni. To, albo mieć możliwość uczestniczyć w festiwalu Reading w 1991 roku. Po prostu móc zobaczyć ich na żywo, było cudownym doznaniem.

Na koniec chciałem zapytać jeszcze jakiej muzyki słuchasz ostatnio dla własnej przyjemności?

Jeśli chodzi o zespoły, to bardzo lubię grupę z Brighton – Egyptian Blue. Mieliśmy szansę zagrać z nimi kilka koncertów i są naprawdę świetni. Ich płyta wkrótce powinna się pojawić na rynku, także polecam wszystkim się z nią zapoznać. Ostatnio bardzo dobrze słucha mi się także Jamesa Holdena, który tworzy muzykę elektroniczną. Jego nowa płyta ma ukazać się już wkrótce, a wszystkie trzy single, które dotychczas z niej wypuścił, świetnie na mnie działają. Nie mogę przestać ich słuchać. Są dość dziwne, hipnotyczne, wydłużone. Kocham jego muzykę, także te utwory mocno mi ostatnio siadły.

Dzięki wielkie za rozmowę. I do zobaczenia za kilka tygodni.

Dzięki piękne. Być może zagramy dla ciebie „Cassiusa”.

Trzymam kciuki.

Zespół FOALS zagra w warszawskim klubie Progresja już w piątek 25 czerwca. Bilety na występ będziecie mogli wygrać na antenie Antyradia.

Czytaj także: Relacja z koncertu FOALS w ramach Orange Warsaw Festival 2022