Corey Taylor kontra fani filmujący koncerty komórkami

Maciej Koprowicz
AKTUALIZACJA 02.08.2017 02.08.2017 15:13
AKTUALIZACJA 02.08.2017 02.08.2017 15:13

Lidera Slipknota i Stone Sour wkurzają ludzie, którzy gapią się w ekrany telefonów, zamiast przeżywać koncert.

Widok setek uniesionych w górę komórek zastąpił na koncertach staromodne zapalniczki. Dziś trudno sobie wyobrazić muzyczne show bez telefonów i aparatów, którymi widzowie starają się zarejestrować choć fragment występu. Zrozumiałe, że każdy chce zrobić sobie wyjątkową pamiątkę z koncertu i uchwycić choć cząstkę tego wydarzenia. Nie powinno to jednak przesłaniać sensu naszej obecności na nim, czyli doznań artystycznych i spotkania z ulubionym wykonawcą.

Corey Taylor ze Slipknota i Stone Sour nie cierpi filmowania swoich występów. Nie chodzi wcale o to, że błyskające komórki przeszkadzają mu w wykonywaniu utworów. Artysta jest po prostu zażenowany sposobem, w jaki urządzenia elektroniczne uzależniają nas od siebie. Zamiast chłonąć sztukę, wolimy gapić się w ekranik, co niezmiernie irytuje Taylora:

Zawsze mówiłem – spoko, weź telefon, rób zdjęcia, rób co chcesz. Dlaczego? Bo jesteś tutaj. Rób zdjęcia, w porządku, ale dlaczego kręcisz film? Jedna sprawa to filmowanie, a druga to wpatrywanie się w ekran podczas kręcenia. O to chodzi. Tacy jesteście przerażeni prawdziwym życiem, że nic nie możecie zrobić, jeśli nie widzicie tego na ekranie cztery na cztery? Uch. To bardzo dziwaczne.

Corey potrafi zachować się bardzo ostro wobec fanów, którzy jego zdaniem zachowują się na koncertach Slipknota niewłaściwie. Zdarzyło mu się wytrącić widzowi telefon z ręki. Twierdzi, że nic nie powstrzyma go od takich zachowań:

Widzisz tych ludzi chodzących po ulicach, nie mogą oderwać się od swoich głupich telefonów nawet, gdy przekraczają ulicę. Uwielbiam obserwować ludzi zakopanych w swoich małych technologicznych światach, gdy przychodzi rzeczywistość i uderza ich w twarz.

Wokalista zaznacza, że jest przeciwny jedynie pełnemu wyłączeniu się z „reala” na rzecz wirtualnego świata. Zdjęcia i filmiki są OK, dopóki naprawdę przeżywa się koncert:

Nie mam nic przeciwko ludziom, którzy robią zdjęcia. Nie mam nawet nic przeciwko ludziom, którzy kręcą wideo. Kocham to, bo to oznacza, że są zaangażowani w show. Wielu ludzi źle mnie rozumie. Myślą, że kiedy widzę kogoś z telefonem, wściekam się i próbuję zepsuć mu zabawę. A to wcale nie tak. Ale jeśli widzę kogoś i jest dla mnie oczywiste, że w ogóle go tu nie ma, muszę go szturchnąć czasem kijem, by przykuć jego uwagę. Czasami to oznacza wytrącenie telefonu z ręki.

Corey Taylor to nie jedyny muzyk, który hejtuje używanie telefonów na koncertach. Maynard James Keenan z Toola skarży się, że filmiki zabijają w ludziach umiejętność opowiadania historii. Wokalista Disturbed potrafił nakrzyczeć na fankę, która całe show „przesiedziała” w komórce. Z kolei Marky Ramone wynalazł nawet specjalną packę, odstraszającą filmowców-amatorów.