Dave Mustaine jest wreszcie szczęśliwy?
Po sukcesie płyty „Dystopia” zdaje się, że muzyk wreszcie jest zadowolony. Jak wyglądają obecnie nastroje w Megadeth?
Podobno rude to wredne - sądząc po dotychczasowej historii Megadeth, Dave Mustaine pasowałby do tego powiedzenia. Nie wnikając głębiej w jego portret psychologiczny, wystarczy spojrzeć choćby na częste zmiany składu w zespole, które dość jednoznacznie wskazują, że współpraca z nim nie należy do łatwych. Do tego na jego karierze wciąż kładzie się cieniem dawna historia z początków Metalliki...
Na szczęście możemy już chyba stwierdzić, że dawne żale i niesnaski są już przeszłością. „Dystopia” zaliczyła świetny debiut, Mustaine jest zadowolony z obecnego składu Megadeth, jak już kiedyś wspominał, Jezus pomaga mu przetrwać każdy dzień, a nawet przypomniał sobie żart z przeszłości, do którego chciałby wrócić.
Rozmawiamy już o powrocie do szalonego „Thrashing In The Snow”, który nagraliśmy kiedyś u Fallona. Planujemy zrobić znowu coś tak zabawnego. Takie teraz mamy nastawienie - w odróżnieniu od tego, gdy wychodzisz ze studia i myślisz „kurde, nie chcę już widzieć tych gości nigdy więcej”. Myślimy już, co możemy jeszcze razem zrobić. A kiedy nie jesteśmy w studiu, zastanawiamy się, w jaki sposób możemy jeszcze poprawić naszą grę na żywo.
Mustaine ma tu na myśli skecz, który nagrał w grudniu 2013 roku na potrzeby programu Jimmy'ego Kimmela (a nie Jimmy'ego Fallona). Muzycy byli wtedy świeżo po wydaniu płyty „Super Collider” i pozwolili sobie na żart w postaci zapowiedzi... płyty ze świątecznymi szlagierami. Przypominamy ten celny dowcip poniżej:
Dobrze słyszeć, że lider Megadeth jest w tak zabawowym nastroju, a granie w zespole zdaje się autentycznie sprawiać mu znów przyjemność. W innym wypadku z pewnością nie powstałaby tak udana płyta jak „Dystopia”. Mustaine sam wyznał, że nagrania dały mu mnóstwo frajdy.
To była świetna zabawa. Mam mnóstwo radochy z obecnym składem zespołu. Świetnie spędzamy razem czas. To dla mnie swoisty renesans. Dokonaliśmy pewnych zmian z naszym managementem i technicznymi, wprowadziliśmy nieco poprawek muzycznych i voilà! Oto efekty.
Muzyk wielokrotnie podkreślał już uwielbienie dla jego nowych towarzyszy, perkusisty Chrisa Adlera i gitarzysty Kiko Loureiro. Również tym razem przyznał, że sprawdzają się nie tylko jako muzycy, lecz także jako kumple. Traktują z szacunkiem fanów Megadeth i pozytywnie wpływają również na samopoczucie Mustaine'a na scenie. To dla niego szczególnie ważne, zważywszy że chce równie poważnie traktować zarówno rolę frontmana, jak i gitarzysty.
Z Kiko i Chrisem jestem w stanie robić tak wiele... Na przykład dotąd nie mówiłem zbyt wiele między utworami. Praktycznie się nie odzywałem. A teraz się rozgadałem, bo mam z tego frajdę. Wcześniej często nie mogłem się już doczekać, aż zejdę ze sceny. Nie chodziło mi o fanów czy coś. Bardziej o to, że trzech gości na scenie się dogaduje, ale jeden ma problem. I to się ciągnie i ciągnie... To tak jak wyrywanie skrzydeł muchom. Po prostu zdajesz sobie sprawę, że zmierzasz donikąd.
Widać więc wyraźnie, że sytuacja w zespole uległa znacznej poprawie i Dave Mustaine musi być autentycznie szczęśliwy, co widać zresztą po nim w wywiadach. To bardzo dobra nowina i cieszymy się, że właśnie w takiej formie zobaczymy Megadeth na Power Festival w Łodzi.
Wybieracie się na Power Festival?