Riverside nagrywa nowy album w trzyosobowym składzie
Zespół pracuje nad swoim siódmym albumem studyjnym, pierwszym od śmierci gitarzysty Piotra Grudzińskiego. Tragedia, jaką przeżył Riverside będzie miała znaczący wpływ na zawartość płyty.
21 lutego 2016, w wieku zaledwie 40 lat, zmarł nagle Piotr Grudziński, gitarzysta Riverside. Przyczyną zgonu artysty było nagłe zatrzymanie krążenia.
Zespół postanowił kontynuować działalność po śmierci kolegi. Chociaż gitara jest niezbędna w muzycznej strukturze Riverside, muzycy zdecydowali się nie zapraszać żadnego innego muzyka w charakterze oficjalnego członka grupy. Na koncertach od 2017 roku wspiera ją gościnnie Maciej Meller z Quidam.
Gitara jest jednak dla niej z oczywistych względów nieodzowna także w pracy studyjnej. Riverside pracuje właśnie nad siódmym albumem, następcą „Love, Fear and the Time Machine” z 2015 roku. Płytę nagrywa zespół w składzie Mariusz Duda-Michał Łapaj-Piotr Kozieradzki.
Riverside opublikował oświadczenie na swojej stronie internetowej, w którym poinformował, że grupa oficjalnie pozostaje triem. Maciej Meller weźmie udział w nagrywaniu nowego krążka jako gościnny gitarzysta – zagra w kilku utworach. Zespół podkreśla, że lider Quidam jest jedynym zaproszonym na sesję gitarzystą „z zewnątrz”.
Nowa płyta coraz bliżej, w związku z czym dostajemy od Was liczne pytania. Czy Riverside wciąż jest tym trio ze zdjęcia czy już raczej kwartetem z koncertów? I co z nowym albumem? Czy na płycie będą grali gościnni gitarzyści czy w ogóle nie będzie gitary?Wiemy, że dla wielu z Was nie do pomyślenia jest żeby Riverside istniało bez gitarzysty w składzie. Fakt, że jesienią 2016 ogłosiliśmy, że jesteśmy trio i zrobiliśmy sobie serię czarno-białych zdjęć nad morzem to jedno, ale trasa „Towards The Blue Horizon” w 2017 była już w składzie czteroosobowym. Jak więc sprawy mają się w przypadku najnowszego siódmego albumu, nad którym obecnie pracuje zespół?Odpowiedź mamy następującą. Riverside jest zespołem w którym łączymy kilka światów, kilka miejsc, w których panują różne podziały i w których mamy ustalone pewne schematy. Dzięki temu nasz zespół wciąż działa i jak się okazało jest w stanie przetrwać nawet najgorsze trzęsienie ziemi. Na koncerty znaleźliśmy sobie bratnią duszę w postaci Macieja Mellera i dzięki niemu na scenie wciąż możemy być kwartetem i brzmieć jak Riverside. W studiu chcemy być jednak konsekwentni i najnowszy album powstaje przede wszystkim w składzie trzyosobowym.Maciej wystąpi gościnnie w kilku utworach, ale będzie jedynym gościnnym gitarzystą na tej płycie, co nie znaczy, że jedynym gościem.
Członkowie Riverside twierdzą, że tragedia, jaka spotkała zespół nie pozostanie bez wpływu na jego nową muzykę.
Co na tę chwilę możemy powiedzieć o nowym albumie? Tylko tyle, że takiego ładunku emocjonalnego jaki się na nim znajdzie nie było jeszcze na naszych płytach nigdy. Nagrywamy nasz najbardziej dojrzały i emocjonalny album w karierze. Gęsty, mroczny i bardzo męski. W każdej nucie słychać będzie, że wydarzyła się tragedia, że jesteśmy już innym zespołem, ale że przetrwaliśmy, idziemy przez życie z podniesioną głową i wciąż nazywamy się Riverside. Cały czas towarzyszy nam też uczucie, że tworzymy coś wielkiego, coś niezwykle ważnego i coś, co zostanie zapamiętane na długie lata. Czy nam się to uda? Zobaczymy.Tym wszystkim, którzy w nas wierzą, którzy z nami zostali i którzy do nas dołączyli - chcielibyśmy bardzo serdecznie podziękować za wsparcie i Waszą przy nas obecność. Już niebawem odkryjemy więcej kart, a tymczasem bardzo riversajdowo Was wszystkich pozdrawiamy!
Czekacie na nowy krążek warszawskiego zespołu?