Wes Borland: Fred Durst nie jest zadowolony z nowych nagrań

Aleksandra Degórska
AKTUALIZACJA 29.09.2016 29.09.2016 09:49
AKTUALIZACJA 29.09.2016 29.09.2016 09:49

Będzie płyta czy jej nie będzie - oto jest pytanie! Gitarzysta zespołu wyznał, że sprawy nie mają się zbyt dobrze.

Fot. |north

Album niby się tworzy, ale nadal nie wiadomo czy w końcu Limp Bizkit coś wyda czy też nie. Prace nad krążkiem rozpoczęły się jeszcze w 2012 roku, a robocza nazwa tego albumu brzmi „Stampede Of The Disco Elephants”. Jak na razie dyskografię zespołu zamyka „Gold Cobra” z 2011 roku.

W międzyczasie poznaliśmy jednak kilka nowych utworów, jak chociażby „Lightz”, „Ready to Go”, studyjną wersję granego na koncertach coveru „Thieves” grupy Ministry czy rozbudowany „Endless Slaughter”. Jeszcze z 2015 roku Wes Borland wyznał, że kapela ma już 28 numerów. W końcu na oficjalnym Instagramie Freda Dursta pojawił się fragment nowego utworu, ale to i tak wiele nie zmieniło, bo płyty jak nie było, tak nie ma.

Fani ze stresu obgryzają paznokcie, bo niby ile można czekać na nowe wydawnictwo? Wes Borland w jednym z ostatnich wywiadów przyznał, że praca nad nowym albumem idzie jak krew z nosa:

Wtedy mieliśmy taki pomysł, żeby wydać coś w duchu eklektycznej płyty Beastie Boys „Paul's Boutique” z 1989 roku. Nie jestem pewien co teraz wymyślił Durst - mieliśmy wiele różnych sesji na ten album. Nasi wierni fani naprawdę chcą, żeby płyta w końcu się ukazała. Jednak prawda jest taka, że Fred nie jest zadowolony z tego, nad czym pracuje. Wiem, że główkuje on nad wokalami od czasu do czasu.

Czy zatem to, co powstało w ciągu tych 4 lat usłyszą w końcu wielbiciele Limp Bizkit?

Część tego może trafić na płytę. Nie wiem, czy stworzymy jeszcze jakieś utwory. Swoją drogą, jestem bardziej taką osobą, która mówi: „Zróbmy cokolwiek i wydajmy to”.

Choć tak zawsze postępuje to jednak potem często jest niezadowolony z takiej decyzji:

Zapewne z tego powodu patrzę wstecz i sporo rzeczy, które stworzyłem mi się nie podoba. Dlatego, że wspominam to, jakbym myślał o starej fryzurze czy coś w tym stylu. Jest to równorzędne z pytaniami typu: „Och, co ja sobie wtedy myślałem?”, ale działam według zasady „Zróbmy cokolwiek i wydajmy to”.

Jak się okazuje wokalista myśli zupełnie inaczej:

Tymczasem Fred będzie nad czymś pracować aż do momentu, jak mu się to spodoba, nawet jeśli to będzie trwało latami. W tym sensie zajmuje mu to tyle czasu, aby być z czegoś zadowolonym. Nie jestem pewien, czy on... Jednocześnie jest to w stylu: „W zasadzie nikt się tym ku*wa nie przejmuje, po prostu musimy to wydać”. Zapewne jego tok myślenia jest taki: „Nikt się tym nie przejmuje, więc lepiej, żebym to lubił, skoro mam to wydać dla siebie”.

Wes Borland przyznaje, że on i Fred Durst mają różne pomysły na nowy album, ale gitarzysta szanuje decyzję wokalisty, jednocześnie podkreślając, że trzeba wiedzieć kiedy skończyć:

Nikt nie wie, ile jeszcze będziemy pracować nad nową płytą, może całą wieczność...

Muzyk zatem realizuje się solowo. Jego płyta „Crystal Machete” pojawiła się w maju 2016 roku i zawiera 11 instrumentalnych kompozycji. Obecnie gitarzysta pracuje nad kolejnym solowym krążkiem. Jak więc widać prędzej doczekamy się albumu od samego Borlanda.

Macie cierpliwość, żeby czekać na płytę Limp Bizkit?