Apokalipsa na popularnym festiwalu. Ocean błota i ofiara śmiertelna
Dziesiątki tysięcy ludzi na pustyni w stanie Nevada, czyli nieuzasadnione szaleństwo? Nie, to tylko jedna z największych kontrkulturowych imprez na świecie. Rytualne palenie wielkiej kukły stanowi dobre wyjaśnienie nazwy wydarzenia Burning Man.
Ludzie od zawsze lubili porządne imprezy, a korzenie Burning Mana sięgają aż 1986 roku, gdy Larry Harvey i przyjaciele wzięli się za symboliczne pogrzebanie przeszłości. Mamy zatem muzyczno-artystyczny festiwal, na którym można posłuchać dobrej muzyki na żywo, wyrazić siebie, poznać ciekawych ludzi, a przy okazji zahaczyć jeszcze o nutkę prastarego rytuału w formie palenia gigantycznej postaci człowieka. Nic dziwnego, że zabawa wyewoluowała ze skromnej imprezki do czegoś przepotężnego, a na słynnym Burning Manie zaczęli się pojawiać nawet wpływowi ludzie z Doliny Krzemowej.
Problemy na pustynnym festiwalu
Niestety, lecz aktualnie Burning Man przemienił się w koszmar. Około 70 tys. uczestników wydarzenia musiało radzić sobie z obfitymi opadami, które zmieniły pustynię nie do poznania! Zamiast być oazą spokoju i doskonałym fundamentem dla imprezowej sielanki, piaszczysty wygwizdów przerodził się w ocean błota.
Błocko uniemożliwiło pojazdom łatwy przejazd, a organizatorzy wydarzenia zaczęli ostrzegać, że wyjeżdżające samochody mogą utknąć. Zaszła potrzeba całkowitego wstrzymania ruchu, a jakby tego było mało, biuro szeryfa zapowiedziało dochodzenie w sprawie śmierci człowieka, która miała nastąpić akurat podczas niespodziewanych opadów deszczu.
Obozowisko zaczęło tonąć w błocie, doszło do tragedii, no i wyjazd z pustyni Black Rock okazał się sporym wyzwaniem. Ludzie musieli przełożyć loty powrotne, a do tego jeszcze oszczędzać prowiant, bo w pewnym sensie zostali odcięci od świata. Warunki sanitarne również uległy pogorszeniu, ponieważ nieprzejezdne drogi sprawiły, że nie dało się opróżnić toalet, a dostęp do nowych zasobów wody był utrudniony.
Jak donosi m.in. stacja CBS, ludzie w końcu zaczęli odnosić pierwsze sukcesy w dzielnej ucieczce z pustynnego festiwalu. Tysiące samochodów utworzyło sznurek i bardzo powoli wyjeżdżało z centrum Burning Mana. To, co ma być swego rodzaju celebracją zniknięcia z radaru, odłączenia się od cywilizacji itd., ostatecznie przerodziło się w walkę o powrót do wspomnianej cywilizacji.
Największą tragedią jest tu zgon 40-letniego mężczyzny, lecz trzeba podkreślić, że prawdopodobnie nie było to wynikiem samych warunków pogodowych. Policja prowadzi dochodzenie i okoliczności śmierci powinny zostać wyjaśnione przez lokalne władze.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca! Po więcej informacji zachęcamy do odwiedzenia naszego Facebooka , Twittera, TikToka i Instagrama. Żeby posłuchać, co teraz gramy, kliknij w poniższy baner!