10 000 zł kary dla kierowcy Ubera
Tanie przewozy mogą być bardzo kosztowne dla kierowców – przekonał się o tym mężczyzna, który zarabiał wożąc pasażerów w ramach Ubera. Po zatrzymaniu do kontroli nałożonego na niego grzywnę 1000 razy wyższą od kwoty, jaką zarobił na kursie.
Wojny taksówkarzy z Uberem prowadzone są na całym świecie. W Warszawie niezadowoleni z tańszej konkurencji kierowcy taxi zorganizowali nawet protest, który niemal sparaliżował komunikacyjnie stolicę.
Taksówkarze domagają się uznania przewozów Ubera za nielegalne – wskazują, że kierowcy wzywani za pomocą aplikacji nie zdobyli odpowiedniej licencji na przewóz osób, a niższe ceny przejazdu wynikają z faktu, że Uber nie płaci w Polsce podatków.
Tajemnicą poliszynela jest fakt, że w razie kłopotów kierowców jeżdżących dla Ubera ten oświadcza, że „nie jest stroną w sprawie” i tylko dostarcza usługę umożliwiającą porozumienie się pasażera z kierowcą.
Przekonał się o tym Norbert M., który został zatrzymany do kontroli przez wspólne siły policji i Inspekcji transportu Drogowego. Funkcjonariusze uznali, że kierowca przewożąc pasażerów prowadzi usługę przewozu okazjonalnego, nie spełniając wymogów zapisanych w prawie i nałożyli karę w wysokości 10 000 zł.
10 000 zł kary za to, że Uber nie jest taksówką
Kierowca Ubera nie zamierzał się łatwo poddawać i przygotował argumenty przeciwstawne tezie postawionej przez służby. Jego odwołania, składane najpierw do Głównego Inspektora Transportu Drogowego, a później do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, nie przyniosły jednak skutku.
Pasażer zgodnie z prawdą zeznał, że kurs zamówił przez aplikację, a z kierowcą nie zawierał żadnej umowy ani nie przekazywał pieniędzy za kurs – te zostały pobrane bezpośrednio z jego karty kredytowej.
Klient Norberta M. powiedział inspekcji drogowej, że zamówił usługę przewozu osób za pomocą aplikacji zainstalowanej w smartfonie. Korzystanie z aplikacji wymaga rejestracji, następnie zalogowania i skonfigurowania konta oraz akceptacji regulaminu. Z kierowcą Norbertem M. nie zawierał żadnej umowy, nie ustalał ceny za kurs i nie wnosił żadnej opłaty. Należność za usługę została ściągnięta z karty kredytowej.
WSA podtrzymał interpretację, na postawie której wymierzono karę finansową. Według niego kurs był wykonywany w celach zarobkowych, na zamówienie klienta, samochodem osobowym, który nie był oznakowany jako taksówka. Według definicji zawartej w przepisach, oznacza to przewóz okazjonalny, a kierowca Ubera nie wywiązał się z wymogów, jakie są w takim przypadku stawiane.
10 000 zł kary zostało wymierzone za kurs, który kosztował pasażera 10,66 zł.