Facebook wpływa na wyniki wyborów?
Zwolennicy teorii spiskowych zyskali nowy temat do rozważań – do internetu wyciekło pytanie, w którym pracownicy Facebooka pytają swojego szefa o wpływanie na wyniki prezydenckie w USA.
Mark Zuckerberg stara się prowadzić swoją firmę pozostając otwartym i dostępnym dla osób zatrudnionych w Facebooku. Tradycją jest, że pracownicy mogą zadawać swojemu szefowi pytania wybierane podczas głosowania w ankiecie.
Treść jednej z nich, datowanej na 4 marca 2016 roku, wyciekła do sieci – widać w niej pytania dotyczące spraw ważnych dla funkcjonowania organizacji, między innymi kwestię kłopotów przeżywanych przez serwis w Brazylii, gdzie po nałożeniu na przedsiębiorstwo drakońskich kar finansowych aresztowano także lokalnego szefa Facebooka.
Jedną z dostępnych do głosowania opcji okazało się być pytanie o powinności serwisu związane z nadchodzącymi wyborami w Stanach Zjednoczonych.
Co powinien zrobić Facebook, żeby zapobiec wybraniu Trumpa na prezydenta w 2017 roku?
Grzechy i grzeszki Facebooka
Sprawa mogłaby być uznana za żart – pytanie nie zdobyło dużego poparcia - gdyby nie wypowiedź Zuckerberga z konferencji F8, w której publicznie (choć nie bezpośrednio) potępił poglądy Donalda Trumpa. Wcześniej pojawiły się tez plotki o nieformalnym spotkaniu miliarderów szefujących spółkom technologicznym, w którym udział wzięli między innymi Tim Cook (Apple), Elon Musk (Tesla i SpaceX) Larry Page (Alphabet – właściciel Google).
Facebook przeprowadził w 2010 roku eksperyment na grupie 61 mln użytkowników, sprawdzając jak może wpłynąć na ich sposób głosowania. W podsumowaniu badania podano, że udało się przekonać do zmiany popieranej opcji 340 000 osób. W 2012 roku, podczas wyborów prezydenckich w USA, serwis miał wpływać na treści wyświetlane 1,9 mln użytkowników.
W tym samym roku Facebook przyznał się do eksperymentów z filtrowaniem wiadomości pojawiających się osobom korzystającym z serwisu - celem było wpłynięcie na ich nastrój. Na przedsiębiorstwo posypały się gromy, jako że badani nie zostali w żaden sposób poinformowani o modyfikacjach algorytmu wyświetlającego wpisy na ich osi czasu.
Z Facebooka korzysta ponad 1,6 miliarda ludzi, pochodzących głównie z państw rozwiniętych, dysponujących dobra infrastrukturą. Z USA pochodzi ponad 150 mln użytkowników. Łatwo sobie wyobrażać, że serwis mógłby manipulować wyświetlanymi wiadomościami, tak by eksponować stawiające Donalda Trumpa w złym świetle lub nawet całkowicie ukrywać informacje na jego temat.
W oficjalnym komunikacie serwis zdecydowanie zaprzeczył plotkom.
Wybory to święto demokracji. W Facebooku wierzymy, że wspieranie obywatelskich działań jest naszym wkładem w tworzenie społeczności. Zachęcamy wszystkich kandydatów, grupy i głosujących do wykorzystywania naszej platformy do dzielenia się ich opiniami o wyborach i dyskutowania o różnicach. Facebook jako przedsiębiorstwo pozostaje neutralny – nie używaliśmy ani nie będziemy używać naszych produktów, żeby w jakikolwiek sposób wpłynąć na sposób, w jaki ludzie będą głosować.
Jak wynika z opinii amerykańskich prawników, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Facebook nie zachowywał się jak neutralne medium służące do dzielenia się treścią. Możliwość wybierania prezentowanych wiadomości daje mu słynna 1. poprawka do Konstytucji Stanów Zjednoczonych.
Jeśli takie działanie wydaje się możliwe w USA, być może Facebook nie czułby zbytnich skrupułów przed manipulowaniem opinią publiczną w innych krajach w celu ułatwienia realizowania przez Stany Zjednoczone swoich partykularnych interesów.
Czy możliwe, żeby amerykański serwis wpływał na światopogląd użytkowników w Polsce? Przyglądamy się, czy popularność na Facebooku przekłada się na wynik uzyskiwany w wyborach.
Facebook a sprawa polska
Popularność serwisu sprawia, że praktycznie wszystkie partie polityczne w Polsce prowadzą swoje profile na Facebooku. Największe z nich mają powyżej 200 000 fanów i jak się okazało – nie gwarantuje to zdobycia miejsca w parlamencie.
Z drugiej strony, najmniejsze ugrupowania, z zaledwie kilkoma tysiącami popierających na FB, zyskały kilka mandatów – choć pamiętać należy, że startowały w koalicji z większymi partiami.
W zestawieniu pokazujemy liczbę osób lubiących profile poszczególnych partii politycznych i komitetu wyborczego oraz liczbę posłów wprowadzonych do Sejmu VIII kadencji (stan na 18.04.2016).
Liczba fanów na profilu, która powinna odzwierciedlać popularność formacji wśród społeczeństwa, okazała się nie mieć przełożenia na wyniki uzyskane w wyborach. Być może było to przyczyną frustracji i podejrzewania fałszerstw dokonywanych podczas liczenia głosów – podważanie wyborów było przez ostatnie lata dość modne w naszym kraju.
Czy Facebook mógł manipulować opiniami internautów w Polsce? Patrząc na powyższą tabelę zwolennicy teorii spiskowych nie będą mieli wątpliwości – rozdźwięk pomiędzy bazą fanów a wyborców może się wydawać ogromny.
Nieco inaczej zacznie wyglądać sytuacja, gdy weźmie się pod uwagę przekrój wiekowy elektoratu poszczególnych formacji i reprezentowaną aktywność w internecie. Nie będzie niespodzianką, że ugrupowania mające największą popularność wśród młodych ludzi będą mogły pochwalić się także najliczniejszymi grupami fanów, podczas gdy profile partii odwołujących się do wartości cenionych przez stroniących od sieci tradycjonalistów będą świecić pustkami.
Krajowa Partia Emerytów i Rencistów dorobiła się 61 fanów, podczas gdy osób korzystających z opieki państwa jest oczywiście zdecydowanie więcej. Jeśli wziąć pod uwagę liczbę starszych osób korzystających aktywnie z Facebooka, tezę o możliwości wpłynięcia serwisu na preferencje wyborcze tej grupy można praktycznie odrzucić. Zdecydowanie większą wagę będą tu miały przekazy w telewizji i radiu.
Z drugiej strony, ugrupowania gromadzące największą liczbę fanów przyciągają do siebie ludzi młodych i bardzo młodych, często liczących sobie mniej niż 18 lat. Po osiągnięciu progu dojrzałości poglądy mogą im się zmieniać – o ile znajdują chęć pofatygowania się do urny wyborczej.
Teoretycznie największe możliwości wpłynięcia na polskie wybory Facebook miałby wśród osób nazywanych przez niektóre opcje polityczne „lemingami” - ale pamiętać należy, że treści, jakie docierają do użytkowników serwisu udostępniane im są przez znajomych, najczęściej mających bardzo zbliżone opinie na temat wydarzeń i korzystających z mediów te przekonania potwierdzających.
Wyborcy obu największych polskich partii otrzymują na Facebooku wiadomości przefiltrowane przez filtr światopoglądowy – nie jest to jednak sprawka serwisu, tylko osób, z którymi utrzymywane są kontakty. Jeśli zamiast informacji wskazujących sukcesy (istniejące lub nie) popieranych formacji na osi czasu zaczną pojawiać się wpisy deprecjonujące ich dokonania – może to być poszlaka wskazująca na nowy sposób działania algorytmu Facebooka. Trzeba jednak pamiętać, że dysponujący ogromnym zapleczem finansowym i kompetencyjnym serwis potrafiłby wpływać na ludzi w zdecydowanie bardziej subtelny sposób.
Czy spotkaliście się z pojawianiem się na Waszym profilu wiadomości, których nie chcieliście czytać?