Przeciwniczka szczepień dostała pracę w laboratorium wirusologii. Odmówiła szczepienia, zakłuła się igłą i zaraziła
26-letnia kobieta otrzymała we wrześniu 2018 roku ofertę pracy badawczej ze zmodyfikowanym genetycznie wirusami krowianki. Powołując się na swoje poglądy, odmówiła zapobiegawczego szczepienia. W grudnia 2018 zakłuła się igłą i zainfekowała wirusem, którego udało się pokonać po 3 miesiącach.
Antyszczepionkowcy igrają nie tylko ze swoim własnym losem, lecz także ze zdrowiem całej populacji. Im więcej osób się nie szczepi, tym więcej może zachorować lub stać się nosicielami chorób, które będą w stanie zadomowić się nawet wśród osób, które wykształciły odpowiednie przeciwciała.
Ruch przeciwników szczepień powołuje się na sfałszowane wyniki badawcze. Próbujący zdyskredytować konkurencyjny produkt i chcący przy okazji wypromować swoją szczepionkę naukowiec opublikował pracę, w której zarzucał niektórym składnikom (nieobecnych w jego formule) wywoływanie autyzmu.
Oszust został rozliczony przez środowisko akademickie, artykuł został wycofany, a autora pozbawiona prawa wykonywania zawodu lekarza. Sfałszowane badanie zadziałało jednak na wyobraźnię zwolenników teorii spiskowych i żyje do dzisiaj, stając się przy okazji całkiem sporym biznesem.
Antyszczepionkowcy wierzą, że zastrzyk mający zwiększyć odporność organizmu ma negatywne konsekwencje dla zdrowia. Na tę wiarę powołała się świeco upieczona pracownica laboratorium wirusologicznego, zajmującego się badaniem krowianki. Po trzech miesiąca pracy doszło do wypadku, w którym laborantka zakłuła się igłą strzykawki ze zmodyfikowanym wirusem. Z konsekwencjami zmagała się przez ponad 90 dni.
Kobieta-antyszczepionkowiec pracująca z wirusami zakłuła się iglą i zaraziła zmodyfikowanym wirusem krowianki
26-latce przedstawiono zagrożenia płynące z braku szczepienia, postanowiła je jednak zignorować. Gdy doszło do wypadku, poinformowała o nim przełożonych, którzy skierowali ją na badania lekarskie.
Okazało się, że doszło do zakażenia. Choroba przez kilka pierwszych dni rozwijała się powoli, by po 12 dniach zaatakować z pełną mocą. Przeciwniczka szczepień trafiła wtedy do szpital z wysoką temperaturą, obrzękiem węzłów chłonnych, bólem oraz widocznymi zmianami na palcu, który został zakłuty.
Lekarze podali jej przeciwciała i antybiotyki mające pomóc w zwalczeniu ewentualnej dodatkowej infekcji rany. Po 48 godzinach jej stan się znacznie poprawił, krowianka dawała się jej we znaki przez 94 dni po zakażeniu.
W tym czasie w tkance palca wokół miejsca, w którym doszło do zakłucia, doszło do wyraźnych zmian chorobowych.
Zdarzenie zostało opisane w raporcie, w którym znajduje się kilka budzących niepokój spostrzeżeń. Nie wiadomo na przykład, jakim dokładnie zmodyfikowanym genetycznie szczepem zaraziła się laborantka. Kobieta tłumaczy, że nie zapamiętała z którą wersją wirusa krowianki akurat pracowała.
Ironią losu jest to, że zakażając się krowianką kobieta-antyszczepionkowiec wstrzyknęła sobie pierwszą szczepionkę w historii. Badające ospę prawdziwą Edward Jenner odkrył, że mieszkańcy wsi którzy zarazili się wirusem krowianki rzadko chorowali na chorobę, która zabrała setki miliony istnień. Zaczął więc prewencyjnie zarażać nią ludzi (wykorzystując szczep pochodzący od krów), żeby wykształcić w nich odporność na ospę.
Zobacz także: Wybuch w rosyjskim centrum wirusologii. W ośrodku przechowywana jest ospa i ebola