Nowa funkcja w autach doprowadzi was do szału. Obowiązkowa od 2026 roku

AKTUALIZACJA 17.02.2026 17.02.2026 12:54
AKTUALIZACJA 17.02.2026 17.02.2026 12:54

Czy nowe technologie naprawdę poprawiają bezpieczeństwo na drodze? Odkryj plusy i minusy systemów ADDW i ISA w samochodach. Przeczytaj więcej

Wnętrze samochodu - materiał poglądowy
Fot. SZYMON BLIK/REPORTER/East News
Z tego artykułu dowiesz się:
  • Jak działa system ADDW w samochodach?
  • Dlaczego ISA nie jest w pełni niezawodny?
  • Które problemy niesie ze sobą dezaktywacja systemów?
  • Jakie mogą być konsekwencje niekorzystania z ADDW i ISA?

Ma dbać o bezpieczeństwo w czasie jazdy, ale denerwuje

Nowoczesne technologie próbują rozwiązać kłopot, który wcześniej same wygenerowały? Nowe, nie znaliśmy. W tym przypadku nie chodzi jednak o faktyczne usunięcie problemu, lecz o jego zamaskowanie kolejnym rozwiązaniem technicznym, które wielu kierowców woli od razu dezaktywować.

Quiz: Najtrudniejsze pytania z egzaminu na prawo jazdy. Zdasz ponownie?

Znaki drogowe
1/15 Czy na jezdni za tym znakiem możesz wykonać manewr cofania?

To rozwiązanie nigdzie się nie wybiera, bo od 2026 roku wszystkie nowe modele samochodów muszą być w nie wyposażone. A walka z systemem, który drażni, może zakończyć się poważnymi konsekwencjami dla kierowcy. 

ADDW i ISA w nowych samochodach. Działa, ale czasem zbyt skutecznie

Mowa o systemie ADDW, czyli Advanced Driver Distraction Warning. Ten stosunkowo nowy system od lipca 2024 roku stanowi obowiązkowe wyposażenie nowych modeli samochodów, choć można go znaleźć również w niektórych starszych autach. Jak podaje auto-swiat.pl, wynika to z faktu, że od lipca 2026 roku ADDW będzie wymagany we wszystkich nowo sprzedawanych pojazdach, także tych homologowanych wcześniej.

Warto mieć to na uwadze przy wyborze nowego samochodu. Jeśli takie rozwiązania działają na nerwy, a jednocześnie zależy na nowym aucie, to praktycznie ostatni moment, by zdecydować się na model pozbawiony ADDW. Dla wielu kierowców to naprawdę istotna sprawa. Istnieje też ISA, czyli Intelligent Speed Assistant. Inteligentny asystent prędkości informuje o obowiązującym limicie na danym odcinku drogi i ostrzega przed jego przekroczeniem. Problem w tym, że w praktyce niemal w żadnym samochodzie system ten nie działa bezbłędnie. W większości przypadków funkcjonuje na tyle niedokładnie, że trudno mu zaufać, zwłaszcza gdy kierowca chwilowo traci orientację co do dopuszczalnej prędkości.

ISA korzysta z danych nawigacyjnych, które nie zawsze są aktualne, oraz z informacji zbieranych przez kamery obserwujące drogę. Nic więc dziwnego, że jadąc drogą szybkiego ruchu, można nagle usłyszeć sygnały ostrzegawcze sugerujące ograniczenie do 40 km/h. Najczęściej wynika to z faktu, że kamera zarejestrowała znak przeznaczony dla sąsiedniej drogi technicznej. Zdarza się też sytuacja odwrotna - system nie dostrzega znaku ograniczenia i bazuje wyłącznie na mapach.

Z tego powodu asystentowi prędkości nie powinno się ufać bezkrytycznie, choć na szczęście można go wyłączyć. I tu pojawia się kluczowy element obsługi auta: przycisk dezaktywujący obowiązkowy system ostrzegania o przekroczeniu prędkości. Przepisy wymagają od producentów, by system ISA dało się wyłączyć w dowolnym momencie, ale jednocześnie nakazują, by uruchamiał się automatycznie po każdym starcie samochodu. To sprawia, że sposób jego dezaktywacji ma ogromne znaczenie. Niektórzy producenci rozwiązali to bardzo intuicyjnie, oferując specjalny przycisk do uruchamiania zapisanych ustawień systemów wsparcia.

Jak wyłączyć ADDW i ISA w samochodzie? Nie zawsze jest to proste

W praktyce oznacza to dwa szybkie kliknięcia i problem znika. W innych markach proces bywa bardziej skomplikowany - czasem wymaga sekwencji działań przy użyciu przycisków na kierownicy, a w wielu autach konieczne jest korzystanie z ekranu dotykowego, choć bywa, że dostępny jest skrót. Najgorzej jest tam, gdzie trzeba przekopywać się przez rozbudowane menu interfejsu. W nowym samochodzie, jeśli kierowca nie wyłączy odpowiednich funkcji, systemy będą regularnie przypominać o przekroczeniu prędkości albo o odwracaniu wzroku od drogi.

ADDW to znacznie bardziej zaawansowana wersja dawnych, nieszkodliwych przypomnień o konieczności przerwy w trasie. Starsze rozwiązania brały pod uwagę głównie czas jazdy oraz charakterystyczne, chaotyczne ruchy kierownicą sugerujące zmęczenie. ADDW idzie znacznie dalej, bo na bieżąco analizuje uwagę kierowcy, wykorzystując czujniki, kamery i algorytmy sztucznej inteligencji. System działa zarówno w dzień, jak i w nocy, śledzi ruch oczu i nie ma problemu z rozpoznawaniem twarzy nawet za ciemnymi okularami.

Zgodnie z przepisami musi aktywować się najpóźniej przy prędkości 20 km/h. Przy prędkościach od 20 do 50 km/h reakcja na brak koncentracji powinna nastąpić w ciągu maksymalnie 6 sekund, a powyżej 50 km/h już po 3,5 sekundy patrzenia poza drogę, na przykład na ekran. Wówczas pojawia się ostrzeżenie wizualne i dźwiękowe. Z doświadczeń wynika, że system działa wyjątkowo skutecznie - wystarczy przez kilka sekund skupić wzrok na ekranie dotykowym lub smartfonie, by natychmiast pojawiło się upomnienie.

Im gorzej zaprojektowany interfejs w samochodzie, tym bardziej frustrujące staje się działanie ADDW. W autach z prostą obsługą, gdzie podstawowe funkcje mają fizyczne pokrętła, kilka sekund wystarcza, by coś ustawić i wrócić wzrokiem na drogę. Gdy jednak wszystko ukryte jest w aplikacjach pokładowego tabletu, każda próba obsługi kończy się dźwiękami ostrzegawczymi, co potrafi skutecznie zirytować kierowcę i pasażerów.

Teoretycznie ADDW można wyłączyć, ale zazwyczaj nie jest to ani szybkie, ani wygodne, zwłaszcza w trakcie jazdy. W praktyce schemat wygląda podobnie: uruchomienie auta i seria kliknięć - najpierw dezaktywacja asystenta prędkości, potem systemu monitorowania uwagi.

Domowe sposoby w stylu zaklejenie kamery taśmą rozwiązuje problem tylko częściowo. W zależności od samochodu pojawia się ikonka błędu albo komunikat informujący, że twarz kierowcy jest niewidoczna. Na szczęście takie ostrzeżenia zwykle nie są dźwiękowe. Warto jednak pamiętać, że wyłączane są jedynie sygnały ostrzegawcze, a nie sam system. W razie wypadku rejestrator zdarzeń zapisze informację o odwracaniu uwagi od drogi, nawet jeśli wydaje się, że wszystko zostało dezaktywowane. W takiej sytuacji odpowiedzialność spada na kierowcę, niezależnie od tego, jak bardzo rozpraszający był fabryczny system multimedialny. Sposób jest więc jeden - nie spuszczać wzroku z jezdni. 

Źródło: Antyradio/auto-swiat.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca! Po więcej informacji zachęcamy do odwiedzenia naszego Facebooka, Twittera, TikToka i Instagrama. Żeby posłuchać, co teraz gramy, kliknij w poniższy baner!