Powiedział jedno słowo za dużo na lotnisku w Radomiu. Wezwano służby
W zależności od miejsca, w którym akurat przebywamy, powinniśmy filtrować nasze wypowiedzi w taki sposób, żeby na przykład… nie podjęto decyzji o wezwaniu służb. Brzmi dziwnie? Incydent z Radomia powinien rozwiać wszelkie wątpliwości.
Lubicie żarty? To świetny sposób na rozluźnienie atmosfery, ale na lotniskach raczej za tym nie przepadają. Gdybyście na przykład powiedzieli, że w swoim bagażu przewozicie granaty, wtedy zamiast salwy śmiechu spotka was… coś przykrego.
Nie musicie nam wierzyć na słowo, bo pewien 51-latek postanowił to przetestować na własnej skórze. W ramach rozluźnienia sztywnej atmosfery zadeklarował, że w jego bagażu znajdują się dwa granaty. Chwilę później mógł się cieszyć z zaszczytu, jakim było rychłe zawiadomienie funkcjonariuszy Zespołu Interwencji Specjalnych Placówki Straży Granicznej w Radomiu.
Droga pamiątka z „wakacji”
Funkcjonariusze chyba nie zrozumieli żartu, ponieważ podjęli natychmiastową decyzję o wysłaniu pirotechników na miejsce. Co zrobić, kiedy ktoś nie zrozumie dowcipu? Zazwyczaj wypada zabrać się za jego wyjaśnienie, ale 51-latek nie był w stanie przekonać ludzi z otoczenia, że powinni się tylko zaśmiać.
Mężczyzna został poproszony o otworzenie swojego bagażu, w celu umożliwienia jego sprawdzenia i oszacowania potencjalnego zagrożenia dla ludzi. Później było już z górki, bo w ruch poszedł mandant o wysokości 500 zł, a w ramach dodatkowej nagrody za nietypowe figle na lotnisku, kapitan samolotu podjął decyzję o niewpuszczaniu figlarza na pokład.
51-letni mężczyzna planował wakacje w Turcji, lecz ostatecznie musiał z nich zrezygnować. Z całego incydentu pozostała mu pamiątka za 500 zł i ciekawa historia do opowiadania znajomym przy piwie.
Po więcej informacji zachęcamy was do odwiedzenia naszego Facebooka oraz Instagrama.