Facebook oskarżony o manipulowanie trendami

Michał Tomaszkiewicz
AKTUALIZACJA 10.05.2016 10.05.2016 16:55
AKTUALIZACJA 10.05.2016 10.05.2016 16:55

Facebook znów musi się tłumaczyć z oskarżeń o aktywne wpływanie na pokazujące się jako najczęściej dyskutowane na łamach serwisu treści. Giganta obciążają twierdzenia byłych pracowników.

Poprzednio kontrowersje wzbudziło ujawnienie pytania, jakie pracownicy Facebooka szykowali dla Marca Zuckerberga – chcieli się dowiedzieć, czy mają wpływać na wynik zaplanowanych na 2017 rok wyborów prezydenckich w USA.

Podejrzenia rozwiał sam szef Facebooka, który jednak podczas najważniejszego dla serwisu wydarzenia – corocznej konferencji F8 – publicznie dał do zrozumienia, że jeden z kandydatów nie cieszy się jego sympatią.

Tym razem jednak zarzuty są poważniejsze i pochodzą od osób, których zadaniem było kontrolowanie działania algorytmu pokazującego najczęściej czytane wiadomości. Jeśli wierzyć ich słowom, Facebook pozwalał sobie na blokowanie informacji o wybranej treści lub opublikowanych na wybranych stronach.

W ten sposób zmniejszano liczbę osób, do których docierały informacje o działaniach konserwatywnych amerykańskich polityków (na przykład Mitta Romneya – lista znajdujących się na czarnej liście nazwisk jest podobno długa). Facebook miał także wzbraniać się przed wyróżnianiem wiadomości podawanej na wybranych – także powiązanych z konserwatystami – portalach. W takim przypadku pracownicy serwisu mieli czekać, aż temat zostanie podjęty przez media głównego nurtu i dopiero z takiego źródła wpuszczać je na listę.

Najwnikliwiej badane były podobno wiadomości związane z samym Facebookiem – byli pracownicy serwisu społecznościowego relacjonują, że zanim pozwalano na znalezienie się w trendach informacji o gigancie, musiało je zaaprobować wielopoziomowe gremium menedżerów.

Facebook miał także subiektywnie decydować o umieszczeniu na liście najczęściej czytanych informacji wpisów, które nie cieszyły się wcale popularnością – na przykład informacje o konflikcie w Syrii. Serwis miał w ten sposób budować wizerunek medium, w którym toczą się poważne, opiniotwórcze dyskusje.

Do zarzutów odniósł się Tom Stocky, kierujący w Facebooku zespołem odpowiedzialnym za prezentowanie popularnych treści. W bardzo długim wywodzie podkreślił, że serwis bardzo poważnie traktuje wszystkie doniesienia o braku neutralności światopoglądowej i wnikliwie je sprawdza – wewnętrzne dochodzenie nie ujawniło jednak żadnych nieprawidłowości.

Której stronie wierzyć? Pracownicy zatrudnieni byli w Facebooku czasowo, pomiędzy połową roku 2014 a grudniem 2015. W tym czasie rzeczywiście mogli zauważyć nieprawidłowości, o których nie wspominali przez dłuższy czas po rozstaniu się ze społecznościowym gigantem.

Z drugiej strony, Facebook podkreśla bardzo mocno, że chce być miejscem dzielenia, a nie kształtowania poglądów (chociaż ma na swoim koncie całkiem spore grzeszki po eksperymentach na użytkownikach) – w USA jego działalność jest zapewne mocno monitorowana i wszelkie potwierdzone podejrzenia szybko trafiłyby do opinii publicznej.

Czy serwis mógłby próbować wpływać na wyniki wyborów w Polsce? Przyjrzeliśmy się, jak liczba fanów profili partyjnych wpływa na liczbę zdobywanych w sejmie mandatów – wyniki są zaskakujące.

Myślicie, że Facebook wpływa na listę popularnych wiadomości?