Koreańczycy to mistrzowie koncertów. Tak się to robi w Seulu [RELACJA + FOTO]
Czym różnią się koncerty w Korei płd. od tych w Europie i jak to się stało, że w Seulu spotkałam tylu Polaków w sklepach muzycznych? Koreański przemysł muzyczny to dobrze pracująca machina, która wie jak nas od siebie uzależnić.
Za każdym razem, gdy wspominam, że słucham k-popu widzę zwątpienie na twarzy rozmówcy. Wciąż w Polsce jest sporo osób, które kojarzą jedynie "Gangnam Style" i sądzą, że tak właśnie wygląda cały k-pop – ot śmieszne piosenki z zabawnymi układami tanecznymi. Podczas mojej miesięcznej podróży w Korei na swoich social mediach wrzucałam m.in. nagrania z k-popowych koncertów. Nagle ci, którzy kręcili nosem na moje słowa o k-popie stwierdzili, że rzeczywiście Koreańczycy potrafią zrobić niezłe show, że aż nóżka sama chodzi. Jak to zatem się dzieje, że ja Europejka, która nie zna koreańskiego, zdzierała sobie gardło na koncercie Ateez? Przyjrzałam się organizacji koncertów oraz festiwali w Seulu i oto kilka kwestii, które mnie mocno zaskoczyły.
Koreańczycy to mistrzowie koncertów. Tak się to robi w Seulu [RELACJA + FOTO]
K-pop zgrabnie wchodzi do mainstreamu i jest to siła, którą ciężko będzie zatrzymać. W Polsce co rusz odbywają się k-popowe koncerty, imprezy z koreańską muzyką lub targi. Korea jest popularna, a miłość do k-popu i k-dram zachęca, by odwiedzić ten kraj. Potwierdzenie? W k-popowym sklepie w centrum Seulu spotkałam polskie kpopiary.
Pod koniec kwietnia 2023 odbył się dwudniowy festiwal Lovesome na stadionie olimpijskim Jamsil w Seulu. Wybrałam się na drugi dzień imprezy i pierwsze co mi się rzuciło w oczy to brak kolejek pod stadionem. Jako obcokrajowcy musieliśmy odebrać bilety, zamienić je na opaski oraz otrzymaliśmy pamiątkowe plakietki, w końcu Koreańczycy lubią zbierać pamiątki. Uwielbiają też robić zdjęcia i na terenie festiwalu było aż 7 specjalnych miejsc do zrobienia sobie fajnych fotografii. Na polskich imprezach jest pod tym względem skromniej i możemy uczyć się od Koreańczyków, bo przecież takie zdjęcia festiwalowiczów w social mediach to darmowa reklama dla organizatorów. Również gwiazdy, które wystąpiły na Lovesome Festival po występach robiły sobie zdjęcia na ściance z logo imprezy.
Sama forma Lovesome Festival była również ciekawa, bo rozłożyliśmy się z kocykami pod sceną i tak na siedząco spędziliśmy cały dzień. Ciekawe jest, że prawie wszystkie koncerty w Korei odbywają się na siedząco. Chociaż bardzo nas kusiło na niektórych występach wyskoczyć do tańca, to bałyśmy się reakcji Koreańczyków, którzy za bardzo nie tolerują wybijania się z tłumu. Pytając o to jednego Koreańczyka odpowiedział, że w ten sposób widzowie pokazują swój szacunek dla artysty, ale nie jestem do końca pewna, czy mówił na serio. Koreańczycy mają to do siebie, że często ciężko zrozumieć, co tak naprawdę mają na myśli.
Wielu artystów, gdy przeprowadzam z nimi wywiad podkreśla, że uwielbia występować w Polsce, bo polska publiczność wariuje pod sceną. Tego nie można powiedzieć o Koreańczykach – nie dość, że nie odrywają się od swoich siedzeń, to raczej statycznie oglądają koncerty jedynie wymachując lighstickami, czyli koncertowym, świecącym gadżetem.
Wielu artystów na LoveSome Festival nie znałam, ale postanowiłam wybrać się na wszystkie występy i byłam pozytywnie zaskoczona, bo praktycznie każdy artysta przypadł mi do gustu. Było rockowo dzięki m.in. Lee Seung Yoonowi, był też pop w wydaniu Gaho i piosenki musicalowe w wykonaniu wokalisty z La Peom. Nie zabrakło też boysbandu BTOB oraz dużej, k-popowej gwiazdy w postaci Baekhyuna. Na LoveSome Festival najwięcej osób przyciągnął występ właśnie Baekhyuna – wokalisty EXO, jednego z najpopularniejszych k-popowych boysbandów. Był to jego pierwszy występ po wyjściu z wojska i w pewnym momencie mocno się wzruszył, domyślam się, że bardzo się stęsknił za sceną. Artysta wystąpił jako ostatni i podczas jego koncertu na scenie rozpalono lampiony, co wyglądało niezwykle efektownie. Baekhyun to jeden z najlepszych głosów w k-popie i jeśli ktoś Wam powie, że w k-popie nie umieją śpiewać, a jest to częsty zarzut, to puśćcie im to nagranie.
W Korei Południowej udało mi się również wybrać na koncert Ateez na Jamsin Arenie mieszczącej 11 tysięcy osób. Zespół był kilka miesięcy wcześniej w Europie i większość swoich koncertów wyprzedał. Z relacji przyjaciółki wiedziałam, że należy spodziewać się dużego show, ale nie spodziewałam się, że koncerty w Korei są na zupełnie innym poziomie. Na samym początku koncertu w tumanach dymu pojawili się zakapturzeni tancerze oraz sami muzycy na podwyższeniu obok ogromnego stracha na wróble. Dawno nie byłam na koncercie z tak ogromną ilością świateł, ognia i wizualizacji, które świetnie współgrały z żywiołową muzyką.
Ateez ma bardzo widowiskowe układy taneczne i byłam zaskoczona, w jakiej formie fizycznej muszą być k-popowi idole, żeby fizycznie „pociągnąć” taki koncert. Oczywiście co kilka utworów muzycy rozmawiali z publiką, żeby trochę odpocząć. Niestety znowu był to koncert na siedząco, co było ciężkie do zniesienia, bo muzyka Ateez wręcz zachęca do skakania. Swoją energię mogłam jedynie skierować w wachlarz z oficjalnego merchu. Nie wiem jakim cudem przetrwał 2,5 godziny machania. Moje gardło było w gorszym stanie.
Chociaż nie znam koreańskiego odniosłam wrażenie, że artyści z Ateez są bardzo autentyczni i starają się z całych sił, by zadowolić fanów. Może dlatego tak dobrze się bawiłyśmy, bo oni sami czerpali radość z występu. Ponownie jak w przypadku LoveSome Festival mogliśmy zrobić sobie zdjęcia na tle zdjęć muzyków oraz otrzymaliśmy pamiątkową plakietkę, która teraz cieszy moje oko jako fajny gadżet koncertowy.
Ateez zobaczyliśmy również na Seoul Festa, festiwalu organizowanym przez miasto. Chociaż zespół jest bardzo popularny poza granicami Korei, to na Seoul Festa sporo koreańskich fanów wychodziło na ich występie. Ateez w Korei nie jest tak popularny. To ciekawy aspekt k-popu, że nie wszystkie zespoły są na równi popularne w swoim państwie, jak i za granicą. Wytwórnie niekiedy decydują się na stworzenie zespołów, które z założenia mają być produktem eksportowym.
Seoul Festa był imprezą darmową i wejściówki na imprezę rozeszły się jak świeże bułeczki. Nic zresztą dziwnego, bo na festiwalu wystąpiły szalenie popularni artyści, m.in. Enhypen, The Boyz, IKON, Stayc, czy P1Harmony. Koncert odbył się na Jamsil Stadionie i kolejny raz przekonałam się, że Koreańczycy są mistrzami koncertowego show. Ogromna scena z wybiegiem robiła piorunujące wrażenie, gdy wchodziło się na teren stadionu. Podczas samych koncertów co rusz pojawiały się fajerwerki, zaś w czasie finałowego występu Ateez zasypał nas deszcz konfetti. 12 artystów wykonywało góra dwie piosenki i zwróciłam uwagę, że wszyscy wypadli wręcz idealnie – oprócz jednego fikołka podczas występu The Boyz z powodu śliskiej podłogi zalanej deszczem. Artyści są już tak wytrenowani, że nie ma mowy o niekontrolowanych ruchach, wpadkach czy innych incydentach. K-pop to dobrze pracująca machina, która wie jak nas od siebie uzależnić i wyciągać od nas pieniądze.
Pomimo deszczu bawiliśmy się świetnie na występach i najbardziej spodobał mi się IKON, a szczególnie raper z tego zespołu, Bobby, który czuje się na scenie jak ryba w wodzie i po prosu dobrze się bawił podczas swojego występu. Świetnie oglądało się również występ The Boyz – chłopaków jest aż 11, więc ich skomplikowane układy taneczne świetnie się prezentują na tak dużej scenie. Również dziewczyny z NATURE wypadły niezwykle widowiskowo w piosence „Limbo”. Dobrze, że tym razem jako akredytowany dziennikarz mogłam na stojąco oglądać koncerty i trochę się pokołysać, bo również na tym festiwalu obowiązywały miejsca siedzące. Jedynie podczas występów Enhypen oraz The Boyz fanki ruszyły pod scenę, ale były zatrzymywane przez ochroniarzy. Mimo tego, że praktycznie przez cały czas trwania koncertu padał deszcz i zmokłyśmy do suchej nitki, to wyszłyśmy ze stadionu z uśmiechem od ucha do ucha. Tyle radości co k-pop nie dał mi żaden gatunek muzyczny. Brzmi to może infantylnie, ale odkąd rozpoczęła się pandemia wiele osób zaczęło słuchać k-popu, by poprawić sobie humor kolorowymi teledyskami i pozytywnymi dźwiękami.
Czym zatem różnią się koncerty w Korei od tych europejskich? Większość imprez odbywa się na siedząco, oprócz biletu/opaski dostajemy pamiątkowe plakietki, na terenie imprezy jest sporo spotów do zdjęć, zaś sami Koreańczycy są spokojniejsi pod sceną od Polaków. Koreańczycy również starają się stworzyć taką produkcję sceniczną, by opadły nam szczęki z zachwytu. Odniosłam wrażenie, że wszystkie koncerty były głośniejsze, bardziej efektowne i kolorowe niż te, które widzimy w Europie. Azjatycki przepych jest niesamowity i świetnie sprawdza się podczas koncertów.
Z Korei Południowej przywiozłam wiele świetnych, koncertowych wspomnień i nagrań z występów, do których uwielbiam wracać. Oglądając je w powrotnym samolocie zauważyłam, że to samo robi obok mnie siedząca dziewczyna. Zagaiłam ją o Seoul Festa, rozgadałyśmy się i teraz mam znajomą kpopiarę we Francji. Nie jest to jedyna osoba, którą poznałam przez słuchanie k-popu i to nie będzie przesadą jeśli napiszę, że sporo dobrych rzeczy spotkało mnie odkąd słucham k-popu. Możecie się śmiać, bo w końcu pracuję w Antyradiu i powinnam słuchać tylko Metalliki, ale kto nie szuka nowych dźwięków ten stoi w miejscu i omija go ekscytacja odkrywania czegoś świeżego.
Po więcej informacji zachęcamy was do odwiedzenia naszego Facebooka oraz Instagrama.