Bezpieczeństwo na koncertach. Czy jest się czego obawiać?
22 maja 2017 doszło do ataku po koncercie Ariany Grande w Manchesterze. Natomiast 13 listopada 2015 roku doszło do zamachu na koncercie zespołu rockowego pochłonął najwięcej ofiar. Czy wybierając się na imprezę do klubu powinniśmy obawiać się o swoje bezpieczeństwo?
Seria zamachów terrorystycznych wstrząsnęła Paryżem 13 listopada 2015 roku. Jeden z nich miał miejsce w klubie, w którym odbywał się koncert grupy Eagles Of Death Metal - zginęło tam ponad 100 osób.
Piątek trzynastego po raz kolejny zapisał się w historii Francji jako feralny dzień – to właśnie tego dnia w 1307 roku król Filip IV Piękny nakazał aresztować członków zakonu templariuszy, za co został przeklęty przez Wielkiego Mistrza zakonu. Istnieje pogląd, że właśnie to wydarzenie sprawiło, że piątek wypadający w 13. dzień miesiąca jest pechowy.
Dyskusje mające na celu wytłumaczenie, co sprawiło że doszło do tak wielkiej tragedii z pewnością będą trwały długo. Możemy się spodziewać, że na nowo z pełną siłą odżyją rozmowy dotyczące problemu uchodźców – jedni będą twierdzić, że winę za zamachy ponoszą religijni ekstremiści z tak zwanego Państwa Islamskiego, drudzy że muzułmanie jako ogół, a jeszcze inni będą dopatrywać się spisków na szczytach władzy.
My jednak chcielibyśmy się skupić na innym aspekcie tej masakry – ataków było kilka, ale to właśnie ten, którego tłem był koncert rockowy pochłonął najwięcej ofiar. Skłania to do zastanowienia się nad problemem bezpieczeństwa na imprezach kulturalnych – zwłaszcza, że nie był to pierwszy przypadek, kiedy fani muzyki tracili życie podczas występów swoich idoli.
Pożar, panika i potęga przyrody
Dużo ludzi zgromadzonych na małej przestrzeni, z której trudno się w krótkim czasie wydostać sprawia, że nawet jeden nieodpowiedzialny uczynek może skończyć się tragedią – zwłaszcza, gdy organizator nie przestrzega obowiązujących zasad bezpieczeństwa. Atak grupowej paniki jest jedną z najgorszych rzeczy, jakie mogą przytrafić się na imprezie. Tak właśnie stało się 30 października 2015 roku podczas koncertu zespołu Goodbye To Gravity w klubie Colectiv w Bukareszcie.
W trakcie koncertu zostały odpalone fajerwerki, od których zapaliły się elementy elewacji. Zgromadzeni w klubie ludzie wpadli w panikę i zaczęli tratować się nawzajem, gorączkowo starając się wydostać lokalu – niestety otwarte były tylko jedne, wąskie drzwi. Wielu z nich doznało rozległych poparzeń – w ich wyniku zmarło czterech muzyków grupy (gitarzyści Vlad Telea i Mihai Alexandru, perkusista Bogdan Lavinius oraz basista Alex Pascu). Łącznie na skutek oparzeń lub stratowania zginęło 55 osób.
Podobna sytuacja, choć na mniejszą skalę wydarzyła się w Polsce. 24 listopada 1994 roku w hali widowiskowej Stoczni Gdańskiej odbywała się impreza muzyczna – występował zespół Golden Life, a po koncercie zaplanowano wręczenie nagród MTV. W pewnym momencie zauważono ogień na drewnianej trybunie w głębi sali, który początkowo został zlekceważony – zgromadzeni w hali uznali, że jest to efekt świetlny.
Ogień szybko zaczął się rozprzestrzeniać, co spowodowało panikę wśród uczestników imprezy – wszyscy chcieli jak najszybciej wydostać się z hali, jednak otwarte były tylko jedne drzwi. Na miejscu zginęły dwie osoby, a kolejnych pięć zmarło po przewiezieniu do szpitala. Około 300 osób odniosło obrażenia – niektórzy zostali poparzeni, po innych deptali spanikowani ludzie.
Zespół Golden Life w hołdzie ofiarom tragedii nagrał utwór „24.11.1994”. W miejscu, w którym wcześniej stała hala postawiono pomnik, na którym znajduje się fragment tego utworu – „Życie choć piękne, tak kruche jest”.
Atak masowej paniki był również przyczyną tragedii na festiwalu Love Parade 24 lipca 2010 roku w Duisburgu. Do jedynego wejścia na teren imprezy prowadził lokalny tunel drogowy, który znajdował się przed starym dworcem kolejowym. Ze względu na panujący na placu przed główną sceną ścisk w pewnym momencie duża grupa uczestników koncertu postanowiła opuścić jego teren. Z drugiej strony tunelu inni chcieli się dostać na festiwal.
Zgromadzeni w ogromnym ścisku w tunelu fani muzyki elektronicznej wpadli w popłoch i za wszelką cenę próbowali się z niego wydostać, tratując innych. Na imprezie, na której bawiło się łącznie prawie półtora miliona ludzi w wyniku stratowania zginęło 21 osób, a ponad 500 zostało rannych. Ilość chętnych do uczestniczenia w koncertach przerosła oczekiwania organizatorów, którzy zadecydowali, że Love Parade już więcej się nie odbędzie.
Bywają takie sytuacje, w których winę za tragedię ponoszą siły przyrody. Tak właśnie się stało w 2011 roku podczas festiwalu Pukkelpop w Belgii. 19 sierpnia przez teren imprezy przeszła gwałtowna burza, która spowodowała zniszczenie dwóch scen. Jedna z nich przewróciła się na widownię, co poskutkowało śmiercią 5 osób i ranami u 71 uczestników koncertu.
Broń i śmiertelne pobicie na koncercie
Wymienione wyżej sytuacje nie są jedynymi, z powodu których dochodzi do śmierci na koncertach - zdarza się, że ludzie giną od strzałów lub na skutek pobicia. 8 grudnia 2004 roku w trakcie występu grupy Damageplan chory psychicznie fan zastrzelił gitarzystę Darrella Abbota (znanego z Pantery jako Dimebag). Razem z muzykiem zginął również ochroniarz, jeden z pracowników klubu oraz sam zamachowiec - został zastrzelony przez policjanta.
W styczniu 2010 roku ukazał się album „Getcha Pull!: A Tribute To Dimebag Darrell” poświęcony tragicznie zmarłemu muzykowi. W nagraniach wzięli udział między innymi Zakk Wylde, Machine Head oraz Avenged Sevenfold.
W 2006 roku doszło do tragicznego w skutkach pobicia podczas koncertu Korna w Atlancie. Ofiara, Andrew Richardson, udał się na występ wraz ze swoją ciężarną dziewczyną i upośledzonym dzieckiem. W pewnym momencie ktoś zaczął rzucać pod ich adresem obelgi. Gdy mężczyzna zareagował, został uderzony w głowę przez 24-letniego Michaela Johna Axleya. Po upadku nie odzyskał przytomności.
Bezpieczeństwo na polskich koncertach
W Polsce kwestię bezpieczeństwa nie tylko na koncertach, ale także imprezach sportowych i innych, które gromadzą dużą liczbę ludzi reguluje Ustawa z 20 marca 2009 roku o bezpieczeństwie imprez masowych. Według jej zapisów obowiązek zadbania o to, aby podczas koncertu lub meczu nikomu nic się nie stało spoczywa na organizatorze imprezy.
Ustawa szczegółowo reguluje warunki, które musi spełnić osoba lub firma odpowiedzialna za imprezę, aby ta mogła się odbyć. Zapewne wielu z Was nie zawsze podobała się staranność ochroniarzy, którzy zajmują się rewizją osobistą na bramkach oraz ich odmowa w kwestii wpuszczenia na koncert osób nawet lekko podpitych – taki obowiązek nakłada jednak na nich owa ustawa.
Zdarzają się jednak też sytuacje odwrotne, które mogą stanowić potencjalne źródło zagrożenia – piszecie do nas, że w niektórych klubach ochrona nie trudzi się sprawdzaniem, co w kieszeniach i plecakach mają wchodzący na koncert ludzie. Czytelniczka serwisu antyradio.pl zwraca uwagę na ten problem:
Z tego miejsca chcielibyśmy zwrócić się do organizatorów wszelkich imprez, nie tylko koncertów rockowych – pamiętajcie o tym, żeby drzwi ewakuacyjne były zawsze otwarte. Pilnujcie, aby uczestnicy Waszych występów nie wnosili na ich teren przedmiotów, które mogą zagrozić innym. A fanom muzyki przypominamy – w przypadku zagrożenia starajcie się zachować spokój. Historia mówi, że panika potrafi być równie śmiercionośna, jak broń palna.