advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:

Wytwórnia chciała wyrzucić Mike'a Shinodę z Linkin Park

Jakub Gańko
AKTUALIZACJA 18.07.2016 15.07.2016 12:00
AKTUALIZACJA 18.07.2016 15.07.2016 12:00

Chester Bennington zdradził w wywiadzie jedną z najbardziej absurdalnych anegdot, jakie słyszeliśmy w ostatnim czasie...

Linkin Park znamy wszyscy. Królowie nu metalu przełomu XX i XXI wieku byli jednym z ostatnich zespołów, który załapał się na diamentową płytę i wielomilionową sprzedaż zanim nakłady fizycznych nośników brutalnie obcięła internetowa rewolucja. Wielu z nas wychowało się na krążkach „Hybrid Theory” i „Meteora”, a wpływ Mike'a Shinody na znajdujący się na nich materiał jest nie do przecenienia.

Amerykański muzyk o japońskich korzeniach ze strony ojca był w końcu współzałożycielem Linkin Park i miał decydujący wpływ na ostateczny kształt jego twórczości. Jego wkład to nie tylko rapowane partie wokalne, lecz także gra na gitarze i klawiszach oraz produkcja i część oprawy graficznej. Można by się pokusić wręcz o stwierdzenie, że kto jak kto, ale to właśnie Shinoda jest sercem Linkin Park.

A jak funkcjonować bez takiego kluczowego elementu? Cóż, w świecie, gdzie było miejsce dla The Doors bez Jima Morrisona czy Queen z Adamem Lambertem w miejscu Freddiego Mercury'ego, nie powinno już nic dziwić. Niemniej wyznanie, na jakie zdobył się w jednym z wywiadów Chester Bennington, wciąż jest mocno szokujące. Okazuje się, że przy nagrywaniu „Hybrid Theory” panował większy chaos niż można było podejrzewać.

To był czas, kiedy nikt tak naprawdę nie wiedział, o ch*j w tym wszystkim chodzi. Mam na myśli na przykład to, że nasza wytwórnia chciała pozbyć się Mike'a, co zakrawa na największy żart na świecie. Kiedy teraz o tym myślę, wtedy wydawało mi się tylko, że kurcze, to jest naprawdę szaleństwo. Istna ostra jazda.

Okazuje się więc, że sytuacja opisana w utworze „Get Me Gone” hip-hopowego projektu Fort Minor, nie była tylko wymysłem Shinody. Muzyk rapował tam następujące słowa:

Ten koleś, gdy robiliśmy pierwszą płytę Linkin Park, mówił coś w stylu
„Nie jestem przekonany do tego rapowania, no nie wiem... Może powinniście być po prostu rockowym zespołem?”
Wiecie, co mam na myśli, chcieli nas zmienić
Jakby podpisali z nami kontrakt nie wiedząc jak brzmimy a potem mówili
„No nie wiem, może powinieneś tylko grać na klawiszach”

Jak wyglądałby Linkin Park bez Shinody? Nawet ciężko nam zgadywać. Bardzo prawdopodobne, że debiutancki krążek grupy nie zdołałby osiągnąć bez niego nawet ułamka sukcesu, z którym jest dziś kojarzony. Ciężko zrozumieć tok rozumowania wytwórni płytowej, która nie dostrzegała roli muzyka w zespole i chciała pozbawić go jednego z fundamentów. Na szczęście grupa twardo obstawała przy swoim.

Pokładaliśmy mnóstwo wiary w to, co robiliśmy i nie mogliśmy za cholerę zrozumieć, czemu inni nie potrafią tego dostrzec i jej podzielać. Jednak kiedy ukazał się nasz album, mam wrażenie, że jednak to dostrzegli.

Gdyby Linkin Park uległ wpływom - i absurdalnym pomysłom - swojej firmy, być może wcale nie oczekiwalibyśmy na premierę jego 7. płyty. A tak możemy się nawet przejść po studiu w 360 stopniach z samym Mikiem Shinodą i posłuchać, co miał do powiedzenia o następcy „The Hunting Party”. Z drugiej strony, może wtedy nie musiałby uciekać przed maniakalnymi fankami...

Wyobrażacie sobie Linkin Park bez Mike'a Shinody?