To najdroższy film Netflix w historii. Okazał się totalną klapą
"The Electric State" to nowy film braci Russo. Czy nowość Netflix okaże się klapą? Sprawdź opinie krytyków i dowiedz się, co to oznacza dla przyszłości Marvela.
- "The Electric State" miał być nowym hitem serwisu Netflix. Okazuje się, że będzie raczej klapą.
- Nie pomogło zaangażowanie znanych reżyserów i Hollywoodzkich gwiazd. Krytycy są bezwzględni.
- Ta porażka rzuca cień na przyszłość filmów Marvela. Dwa najważniejsze tytuły mają reżyserować twórcy "The Electric State".
"The Electric State": kosztowna porażka Netflix
Bracia Russo - twórcy takich hitów Marvela jak "Avengers: Infinity War" i "Avengers: Endgame", ponieśli trzecią, sromotną porażkę z rzędu. Po ich udanych produkcjach dla MCU nie są w stanie przekonać o siebie swoimi kolejnymi produkcjami ani widzów, ani krytyków. Ich ostatnim filmem jest "The Electric State" - tytuł stworzony dla platformy Netflix. Jak podaje Movie Slash, to najdroższy film w historii serwisu. Kosztował 320 milionów dolarów,czyli więcej niż trzecia część "Avengers", "Indiana Jones i artefakt przeznaczenia", "Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie", czy "Liga Sprawiedliwości".
Inwestycja może się nie zwrócić. Nie pomogły nie tylko nazwiska reżyserów, ale także gwiazd "The Electric State" - znanego ze "Strażników Galaktyki" Chrisa Pratta oraz odtwórczyni jednej z głównych bohaterek "Stranger Things" - Millie Bobby Brown. Nie pierwszy raz z resztą, bo poprzednie porażki braci Russo również mogły pochwalić się gwiazdorską obsadą. Mowa o dramacie wojennym "Cherry" z Tomem Hollandem z 2021 roku oraz akcyjniaku "The Gray Man" z 2022 roku z Ryanem Goslingiem i Aną de Armas.
Na razie "The Electric State" mieli okazję przedpremierowo zobaczyć jedynie krytycy. Pierwsze oceny nie napawały optymizmem i wynosiły jedynie 10% świeżości na Rotten Tomatoes. Kilka dni później ocena się podniosła, ale nie poszła szczególnie do góry. W chwili pisania tego artykułu film został oceniony na 22% świeżości. Oznacza to, że produkcja nie jest w żadnym stopniu filmem dobrym. Przynajmniej według 23 recenzji, które trafiły na Rotten Tomatoes.
Film "The Electric State" opowiada historię "osieroconej nastolatki, która wyrusza w trasę z tajemniczym robotem, aby odnaleźć swojego dawno zaginionego brata. Łączy siły z przemytnikiem i jego dowcipnym pomocnikiem". Biorąc pod uwagę masowe role Brown w produkcjach Netflix i kolejny film Pratta, w którym wciela się w taką samą postać, można śmiało założyć, że produkcja nie pokaże widzowi niczego oryginalnego.
Te domysły potwierdzają krytycy. "Filmowcy bez wątpienia dążą do spielbergowskiej mieszanki zachwytu, napięcia i melancholii, ale wszystko jest raczej sztuczne. Poza kilkoma sympatycznymi robotami, «The Electric State» jest pozbawione uroku i dziwnie nudne" - napisał Richard Lawson z Vanity Fair. Są jednak również głosy pozytywne. "Całość jest tak pięknie zaprojektowana, zarówno pod względem aktorów z krwi i kości, jak i świata, że rzucam wam wyzwanie, abyście obejrzeli go dłużej niż pięć minut" - stwierdził Robbie Collin z Daily Telegraph.
Quiz: Znasz hity Netflix? Większość nie zna odpowiedzi na 1. pytanie
Czy przyszłość Marvela jest zagrożona?
Nie od dziś wiadomo, że krytycy mogą mówić jedno, ale o rzeczywistym sukcesie filmu decydują zwykli widzowie. Do premiery "The Electric State" zostało jeszcze kilka dni, bo produkcja trafi na Netflix 14 marca 2025 roku. Dopiero wówczas dowiemy się, czy film rzeczywiście okazał się klapą. Inna sprawa, że tytuł i tak może się zwrócić platformie. Nie chodzi bowiem o to, co sądzą o nim widzowie, tylko ile osób rzeczywiście go obejrzy. Niestety czasami zła prasa działa na korzyść kiepskiego filmu. Po doniesieniach, że dana produkcja okazała się porażką, widzowie jeszcze bardziej chcą dowiedzieć się, czy krytycy mieli rację, szczególnie jeśli film ma się na wyciągnięcie ręki i nie trzeba płacić za bilet do kina.
8 ukrytych perełek na Netflix, o których nigdy nie słyszałeś
- 8 Zobacz zdjęcia
Co jednak kiepskie oceny ostatnich filmów braci Russo mówią na temat przyszłości Marvela, który po kilku poważnych zmianach ma niebawem wstać z kolan? Mowa o hucznie zapowiadanych kontynuacjach serii "Avengers" - "Doomsday" i "Secret Wars", które wyreżyserują twórcy poprzednich dwóch filmów o potężnej drużynie superbohaterów. Wrócą zresztą nie tylko bracia Russo, ale również Robert Downey Jr., tym razem w roli antagonisty - Doctora Dooma. Twórcy zapowiadają również, masę gwiazd, w tym występów specjalnych, żerujących na nostalgii widzów.
Czy Russo rzeczywiście powołają do życia godnych następców "Infinity War" i "Endgame"? A może po poprzednim sukcesie w Marvelu stracili kontakt z rzeczywistością i nie wiedzą już, jak stworzyć wielki blockbusterowy hit? O tym przekonamy się dopiero za kilka lat. "Doomsday" i "Secret Wars" maja trafic do kin odpowiednio w 2026 i 2027 roku.
Źródło: Antyradio/Slash Film/Rotten Tomatoes
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca! Po więcej informacji zachęcamy do odwiedzenia naszego Facebooka, Twittera, TikToka i Instagrama. Żeby posłuchać, co teraz gramy, kliknij w poniższy baner!