Oszukują kierowców na mandat. Wykorzystują do tego fotoradary
Oszuści w Niemczech stosują nową metodę phishingu, wysyłając fałszywe wiadomości e-mail o rzekomych mandatach za przekroczenie prędkości. Władze ostrzegają, na co zwracać uwagę.
- Oszuści wysyłają fałszywe maile z "mandatami" do kierowców w Niemczech, podszywając się pod nieistniejący portal federalny.
- Wiadomości zawierają żądanie szybkiej płatności za rzekome przekroczenie prędkości, pod groźbą wzrostu kary.
- Niemieckie władze ostrzegają przed otwieraniem linków w takich mailach i zalecają ignorowanie podejrzanych wiadomości.
Oszukują przy wykorzystaniu fotoradarów. Pod żadnym pozorem nie można klikać w link
Kierowca widzi błysk przy drodze, a kilka dni później znajduje w skrzynce mailowej wiadomość o rzekomym mandacie. Właśnie na takim schemacie próbują zarabiać oszuści, którzy wysyłają fałszywe wiadomości do kierowców w Niemczech.
Quiz: Test motoryzacyjny dla kierowców. Pytamy o znaki, więc 100% to obowiązek
W e-mailach informują o niezapłaconej karze za przekroczenie prędkości i nakłaniają do szybkiego przelewu. Proceder wykorzystuje prosty mechanizm: odbiorca ma uwierzyć, że wiadomość jest związana z fotoradarem, który mógł wcześniej zarejestrować jego samochód.
Pishing na mandat za przekroczenie prędkości. Władze Niemiec ostrzegają
Jak podaje Fakt, oszuści podszywają się pod rzekomy portal federalny i przekonują, że należność jest już podwyższona, ponieważ kierowca miał zignorować wcześniejsze wezwania. W rzeczywistości taka strona nie istnieje, a niemieckie organy nie wysyłają w ten sposób informacji o mandatach.
To kolejna metoda phishingu, w której najważniejszą rolę odgrywa presja czasu. Odbiorca ma niewiele chwil na reakcję i jest przekonywany, że szybka płatność pozwoli uniknąć jeszcze większej kary.
Według Centrum Konsumenckiego Nadrenii Północnej-Westfalii oszuści wysyłają wiadomości zatytułowane "Ważny komunikat administracyjny". E-mail ma rzekomo pochodzić z federalnego portalu zajmującego się mandatami i wykroczeniami drogowymi. Taki portal jednak nie istnieje.
W wiadomości odbiorca dowiaduje się, że ma rzekomo nieopłacony mandat za przekroczenie prędkości. Oszuści informują jednocześnie, że kwota należności wzrosła, ponieważ kierowca miał nie reagować na wcześniejsze przypomnienia. Wszystko ma wyglądać jak oficjalne postępowanie administracyjne. Najważniejszym elementem wiadomości jest link prowadzący do podstawionej strony. To właśnie tam ofiara ma dokonać płatności. Kliknięcie może jednak oznaczać przekazanie oszustom pieniędzy, a potencjalnie także innych danych.
Oszuści dodatkowo próbują wywołać presję, wskazując na bardzo krótki termin zapłaty. W fałszywych wiadomościach kierowca może przeczytać, że ma zaledwie 24 godziny na uregulowanie należności. Przekaz jest prosty: zapłać natychmiast, a unikniesz kolejnych konsekwencji. Co więcej, osoby, które zdecydują się na szybką płatność, mają rzekomo otrzymać możliwość zapłacenia niższej kwoty. Według Centrum Konsumenckiego Nadrenii Północnej-Westfalii takie zachęty nie są elementem standardowej procedury dotyczącej mandatów w Niemczech.
Jeżeli odbiorca nie zapłaci, fałszywa wiadomość ma dodatkowo straszyć dalszym wzrostem należności. To klasyczna metoda stosowana w oszustwach internetowych: połączenie wiarygodnie brzmiącego powodu z presją czasu ma ograniczyć możliwość spokojnego sprawdzenia informacji.
Tak oszukują wyłudzacze. Wskazówki, że to oszustwo
Sama treść wiadomości może wyglądać na oficjalną, ale istnieje kilka sygnałów ostrzegawczych. Jednym z nich jest adres nadawcy, który może wyglądać nieprofesjonalnie i nie mieć związku z prawdziwą instytucją. Podejrzany jest również sposób zwracania się do odbiorcy. W fałszywych wiadomościach może pojawić się ogólne określenie "Szanowny Użytkowniku", zamiast danych konkretnej osoby. Kolejnym sygnałem jest żądanie dokonania płatności za pośrednictwem linku prowadzącego do strony internetowej.
W przypadku prawdziwego wezwania do zapłaty niemieckiego mandatu dane potrzebne do wykonania przelewu są przekazywane bezpośrednio w piśmie. Odbiorca powinien otrzymać między innymi informacje dotyczące kwoty, numeru sprawy oraz rachunku, na który należy wpłacić pieniądze. Nie ma potrzeby korzystania z linku przesłanego w e-mailu.
Najbardziej podstępnym elementem tej metody jest wykorzystanie sytuacji, którą kierowca rzeczywiście mógł niedawno przeżyć. Błysk przy drodze może sprawić, że zacznie się zastanawiać, czy właśnie został sfotografowany przez fotoradar. E-mail otrzymany chwilę później może więc wydawać się logiczną konsekwencją takiego zdarzenia.
Oszuści nie muszą jednak posiadać żadnych informacji na temat konkretnego wykroczenia. Wystarczy, że odbiorca sam zacznie dopasowywać wcześniejsze zdarzenia do otrzymanej wiadomości. To sprawia, że prosty phishing może wyglądać jak autentyczna sprawa administracyjna. Właśnie dlatego nie należy traktować samego faktu, że wiadomość dotyczy fotoradaru czy przekroczenia prędkości, jako dowodu jej autentyczności. O prawdziwości wezwania nie świadczy również to, że kilka dni wcześniej kierowca rzeczywiście mógł przejechać obok urządzenia rejestrującego prędkość.
Osoby, które otrzymają podejrzaną wiadomość, nie powinny na nią odpowiadać ani otwierać znajdującego się w niej linku. Nie należy również wykonywać przelewu na podstawie informacji zawartych w takim e-mailu. Centrum Konsumenckie Nadrenii Północnej-Westfalii zaleca przeniesienie wiadomości do folderu ze spamem.
W przypadku wątpliwości dotyczących rzeczywistego mandatu należy skontaktować się bezpośrednio z właściwym organem. Numeru telefonu, adresu strony internetowej ani innych danych kontaktowych nie powinno się jednak kopiować z podejrzanej wiadomości. Bezpieczniej znaleźć oficjalne dane instytucji niezależnie.