Test samochodu Ford Puma Gen-E. Dla kogo ten pojazd będzie najlepszy?
Ford Puma Gen-E nie próbuje być autem do wszystkiego. W zamian oferuje to, co w segmencie miejskich crossoverów elektrycznych najważniejsze. Jak się jeździło tym samochodem?
- Jak zmieniała się konstrukcja Forda Puma od lat 90.?
- Co wyróżnia Pumę Gen-E wśród miejskich crossoverów?
- Jakie są kluczowe cechy wnętrza w Ford Puma Gen-E?
Ford Puma – co to za model?
Ford Puma po raz pierwszy pojawił się na rynku w 1997 roku jako nieduże, „usportowione” coupe, bazujące na Fordzie Fiesta czwartej generacji. Niemniej nazwę Puma firma Ford rozważała znacznie wcześniej, bo już w latach 70., pracując nad nowym kompaktem, który miał być następcą Escorta. W końcu zdecydowano się jednak zachować nazwę Escort dla potomnych, używając jej jeszcze przez wiele lat – na tyle długo, że schyłkowe Escorty załapały się na wspomnianą wyżej, pierwszą odsłonę Pumy.
Jednak ówczesna kocia propozycja Forda nie stała się kolejną, długowieczną submarką, bo po niecałych pięciu latach Puma zniknęła z rynku, ale najwyraźniej nie zniknęła z planów Forda, który postanowił wskrzesić nazwę pod koniec kolejnej dekady. I tak narodziła się kolejna Puma – ta, którą dziś możemy znaleźć w salonach marki.
Nowe wcielenie kociego Forda nie ma jednak z poprzednikiem wiele wspólnego, poza jednym: podobnie jak poprzedniczka, również ta ma coś wspólnego z Fiestą, a mianowicie korzysta ze zmodyfikowanej architektury segmentu B Forda, z której wywodzi się także Fiesta. Ale że samochody rosną i się zmieniają, nowa Puma nie jest małym coupe, ale pełnoprawnym, pięciodrzwiowym crossoverem segmentu B.
Ten segment oznacza auta miejskie i po tygodniu obcowania z Pumą Gen-E, czyli elektryczną wersją tego auta, mogę napisać, że to samochód, który w miejskiej dżungli radzi sobie bardzo dobrze. Nie wyjeżdżałem nim zbyt daleko poza teren zabudowany, przetestowałem go na ulicach Warszawy, nie wiem zatem, jak by sobie radził na autostradzie, ale zakładam, że większość kupujących ten model Forda nabywa go z myślą o jeździe po mieście.
Jak wygląda Ford Puma Gen-E?
Auto z zewnątrz wygląda naprawdę sympatycznie, tym bardziej, że testowy egzemplarz był pomalowany na żółto. Po otwarciu zamka rozkładają się lusterka, rzucające na ziemię świetlny motyw kota, na którego dałem się złapać i pierwszego dnia, w radiowym garażu wydało mi się, że to jakiś futrzak wychodzi spod samochodu. Puma mierzy nieco ponad 4,2 metra, bagażnik ma pojemność 523 litry, a gdy go otworzymy, okazuje się, że jest przedzielony poziomą półką. Po jej podniesieniu pokazuje się „Gigabox”, czyli dodatkowa przestrzeń do wykorzystania. Owy Gigabox jest wodoodporny i ma od spodu korek, dzięki czemu łatwo go umyć. To dobry pomysł, gdy wraca się np. z treningu w lecie czy z działki i ma się ze sobą brudne buty, spodnie czy narzędzia. Oczywiście całą przestrzeń można dodatkowo powiększyć składając tylne oparcie, wówczas dostajemy niemal 1300 litrów do dyspozycji + frunk z przodu o pojemności 43 litrów. Dodam jeszcze, że bagażnik można otworzyć, machając pod nim nogą.
Wchodzę do auta, widzę ładne fotele, które po tygodniu oceniam jako wygodne, a nie jest łatwo dogodzić mi pod tym względem. Miejsce kierowcy jest dobrze zorganizowane – duża kierownica, z możliwością sterowania różnymi funkcjami (czyli tradycyjnie: tempomat po lewej, multimedia i telefon po prawej), ładna deska rozdzielcza z czytelnym wyświetlaczem. Drugi wyświetlacz też jest czytelny, choć momentami można się pogubić w menu. Komu jest za ciemno - nad głową ma otwierany i podzielony na dwie części, przezroczysty dach. Biegi w Pumie włącza się dźwignią przy kolumnie kierownicy, więc środek auta jest zagospodarowany przez uchwyty do napojów (podświetlane!), miejsce na klucze i ładowarkę bezprzewodową, która niestety nie zawsze łapała mojego iPhone’a. Może z inną marką telefonów radzi sobie lepiej? Jest też podłokietnik. I dodatkowe dwa gniazda USB-C pod środkowym tunelem, z których w sumie powinienem skorzystać przy ładowaniu komórki. Całość jest w porządku, choć przydałoby się nieco więcej finezji. Miło zaskakuje audio marki Bang & Olufsen, w trybie surround dźwięk przyjemnie otula kierowcę, equalizer można ustawić według swoich upodobań, do dyspozycji jest oczywiście radio FM i DAB+ oraz dźwięk z podłączonego telefonu.
Jak jeździ się Pumą?
Puma to auto zwinne, w trybie sportowym skoczne, przyspiesza od zera do setki w około 8 sekund, choć i w normalnym nie można jej wiele zarzucić. Akumulator według danych producenta pozwala na przejechanie ponad 500 km w cyklu miejskim, a 376 w cyklu mieszanym. W moim przypadku było to około 300 km, ale oczywiście zużycie zależy od indywidualnego stylu jazdy. Firma chwali się, że w przypadku ładowania szybkimi ładowarkami DC o mocy 100 kW auto można naładować od 10 do 80% w 23 minuty. Akumulator mógłby być większy, ale… no właśnie – to raczej auto do miasta, a nie na trasę. W mieście przy manewrowaniu pomaga tylna kamera oraz widok z góry, który można dodatkowo przybliżyć w jednym z sześciu newralgicznych punktów samochodu (przód, tył i narożniki). Dodatkowo Puma jest dobrze zaprojektowana pod kątem spoglądania przy skręcaniu, widok z bocznego, prawego okna z tyłu jest bardzo klarowny.
Ceny elektrycznej Pumy startują od niecałych 140 000 zł, auto jest oferowane w trzech wersjach wyposażenia: Puma, Premium i Sound Edition.
Ford Puma Gen-E nie próbuje być autem do wszystkiego. W zamian oferuje to, co w segmencie miejskich crossoverów elektrycznych najważniejsze: kompaktowe wymiary, funkcjonalne wnętrze i realny zasięg wystarczający do codziennej eksploatacji. To propozycja dla tych, którzy chcą wejść w klasycznie miejską elektromobilność i szukają auta, które im to umożliwi.
Dziękuję firmie Ford Polska za bezpłatne wypożyczenie auta na tydzień do testu.
Źródło: Antyradio
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca! Po więcej informacji zachęcamy do odwiedzenia naszego Facebooka , Twittera, TikToka i Instagrama. Żeby posłuchać, co teraz gramy, kliknij w poniższy baner!