Równo 60 lat temu John Lennon powiedział te słowa. Po nich palono płyty Beatlesów
Mija 60 lat od kontrowersyjnej wypowiedzi Lennona. Dowiedz się, jak słowa o popularności Beatlesów wobec Jezusa wywołały burzę medialną i masową histerię Amerykanów.
- Dlaczego słowa Lennona o Jezusie wzbudziły kontrowersje.
- Jak amerykańskie media zareagowały na wypowiedź Lennona.
- Co zmusiło Lennona do publicznych przeprosin.
- Jakie były konsekwencje wypowiedzi Lennona dla The Beatles.
Kontrowersyjna wypowiedź Johna Lennona. Mija 60 lat od wypowiedzenia tych słów
Dokładnie 60 lat temu John Lennon wzbudził ogromne kontrowersje na całym świecie. Wszystko dlatego, że członek The Beatles w jednym z wywiadów powiedział słowa, które wstrząsnęły opinią publiczną.
Quiz: Test z The Beatles. 70% tylko dla muzycznego znawcy
Reakcją na stwierdzenie muzyka były różnego rodzaju manifestacje niechęci do Beatlesów - od cenzury w radiostacjach po palenie płyt słynnego zespołu. Chodzi oczywiście o cytat, w którym Lennon stwierdził, że jego zespół jest popularniejszy od Jezusa.
Lennon twierdził, że The Beatles są popularniejsi od Jezusa.
4 marca 1966 roku w londyńskiej gazecie "Evening Standard", w dziale poświęconym na cotygodniowe wywiady z członkami The Beatles znalazła się wypowiedź Johna Lennona, która wywołała burzę medialną. Jego autorką była dziennikarka Maureen Cleave, która od początku beatlemanii zajmowała się doniesieniami na temat zespołu, przeprowadzała z nim wywiady, a także była wraz z muzykami na pierwszej trasie koncertowej po Stanach Zjednoczonych.
Do sławetnego wywiadu doszło w lutym tego samego roku. Lennon opowiadał w nim o szukaniu sensu życia i fascynacji muzyką indyjską. Wspominał też, że czerpie swoją wiedzę z wielu książek, które czyta. Cleave zapytała o pogląd Lennona na temat chrześcijaństwa. - Chrześcijaństwo przeminie. Zniknie i skurczy się. Nie muszę o tym dyskutować. Mam rację i wkrótce się okaże, że mam rację. Jesteśmy teraz bardziej popularni niż Jezus. Nie wiem, co odejdzie pierwsze - rock and roll czy chrześcijaństwo. Jezus był w porządku, ale jego uczniowie byli tępi i banalni. To ich przeinaczanie odbiera mi smak życia - powiedział gwiazdor.
Kiedy artykuł trafił do druku 4 marca 1966 roku, w samej Wielkiej Brytanii przeszedł bez echa. Trwał postępujący kryzys chrześcijaństwa i odejście od kościoła w społeczeństwie. W mediach i popkulturze dominowała krytyka chrześcijaństwa, więc słowa Lennona nie zrobiły na nikim szczególnego wrażenia. Inaczej było jednak w USA, gdzie bigoteryjne wręcz podejście do religii było elementem amerykańskiego snu.
Do słów Lennona na terenie Stanów Zjednoczonych odniósł sie marcowy numer "Newsweeka", a w maju przedruk wywiadu ukazał się w magazynie "Detroit". W lipcu natomiast 4 wywiady z Beatlesami Cleave ukazały się na łamach "The New York Times Magazine". Jednak nawet te publikacje nie doprowadziły do kontrowersji. Wszystko zmieniło się, kiedy rzecznik prasowy Beatlesów - Tony Barrow, zaproponował cztery wywiady Cleave amerykańskiemu liberalnemu magazynowi dla nastolatków "Datebook". W lipcu 1966 roku między tematami o seksie, marihuanie, wojnie w Wietnamie i długich włosach pojawił się wywiad z Lennonem, którym reklamowano wydanie.
Oto 10 zespołów, które grały najlepsze koncerty w historii. Pink Floyd na 3. miejscu
Słowa Lennona wywołały oburzenie w USA. Zapłonęły stosy
Na okładkę wrześniowego "Datebook" trafiło zdjęcie Paula McCartneya i odważna wypowiedź Lennona - "Nie wiem, co odejdzie pierwsze - rock and roll czy chrześcijaństwo". Cytat był też umieszczony jako nagłówek artykułu. Kiedy numer rozszedł się po USA, zaczął wzbudzać pierwsze kontrowersje. Radiowcy Tommy Charles i Doug Layton z WAQY w Birmingham w Alabamie publicznie potępili The Beatles i oświadczyli, że nie będą już grać ich muzyki. Następnie zapytali o zdanie słuchaczy, którzy wyrazili miażdżąco negatywne opinie na temat brytyjskiego zespołu. Na znak protestu wobec słów Charles i Layton publicznie niszczyli płyty Beatlesów.
Audycja spowodowała, że na "Datebook" złożono oficjalną skargę, co z kolei niezwykle rozpromowało magazyn, który po raz pierwszy w historii sprzedał się w nakładzie miliona egzemplarzy. Nie trzeba było długo czekać, żeby sprawą zainteresowały się prawicowe grupy religijne uważające słowa Lennona za bluźniercze. WAQY nie była jedną radiostacją, która zdecydowała się na zakaz puszczania muzyki The Beatles. Wkrótce podobną decyzję podjęło 30 innych stacji. Włodarze WAQY korzystając z sytuacji zorganizowali specjalne wydarzenie - wynajęli maszynę niszczącą i zaprosili zainteresowanych, by przyszli i publicznie pozbyli się za jej pomocą wszystkich przedmiotów związanych z zespołem.
Nagonkę na zespół rozkręciło też radio KCBN w Reno w stanie Nevada. Pracownicy nie tylko regularnie nadawali potępiający Beatlesów program, ale zorganizowali ognisko, na którym palono płyty grupy. Nie byli zresztą sami w tym pomyśle, bo podobne przedsięwzięcia powoływały do życia radiostacje z południa USA. Wkrótce sprawa nabrała charakteru ogólnokrajowego i na jej temat mówiły najważniejsze media Stanów Zjednoczonych.
Dzięki wrzawie medialnej wokół Beatlesów radykalni prawicowcy mieli pretekst, by krytykować w ich mniemaniu, groźną dla młodzieży USA postawę prezentowaną przez Brytyjczyków - noszenie dłuższych włosów i wspieranie czarnoskórych muzyków. Oliwą do ognia była okładka płyty "Yesterday and Today", na której uśmiechnięci gwiazdorzy siedzą w fartuchach rzeźniczych pokryci zakrwawionymi fragmentami lalek i kawałkami surowego mięsa.
John Lennon został zmuszony do przeprosin za swoje słowa
Kontrowersje początkowo cieszyły menadżera zespołu, który wychodził z założenia, że jeżeli istnienie osób palących płyty The Beatles oznacza, że najpierw te albumy ktoś musiał kupić. Szybko jednak fala krytyki rzucała cień na nachodzącą trasę koncertową po USA. Nie chodziło nawet o ewentualnie niską frekwencję na występach, tylko realne zagrożenie czyhające na życie muzyków. Z tego powodu zorganizował konferencję prasową w Nowym Jorku, podczas której stwierdził, że słowa Lennona zostały wyrwane z kontekstu, a sam gwiazdor nie chciał urazić niczyich przekonań religijnych.
Stany zjednoczone nie były jedynym państwem, którego mieszkańcy wyrażali swoje niezadowolenie z powodu cytatu o Jezusie. Protesty przeciwko Beatlesom obywały się między innymi w Meksyku, Hiszpanii, czy RPA, a słowa Lennona potępił również Watykan, twierdząc, że "niektórych tematów nie wolno poruszać w sposób bluźnierczy, nawet w świecie beatników". Wkrótce akcje zespołu na giełdzie zaczęły spadać.
Nie wszyscy jednak krytykowali to, co powiedział Lennon. Pojawiło się wiele publikacji, przyznających mu rację, w tym jezuicki magazyn "America", w którym stwierdzono, że "Lennon po prostu stwierdził to, co wielu chrześcijańskich nauczycieli chętnie by przyznało". Bardzo często pojawiał się argument, iż histeria wywołana w USA obrazuje słowa o tępych i banalnych uczniach Chrystusa. Mimo to menadżer podjął decyzję o zmuszeniu Lennona do przeprosin za swoje słowa. Muzyk jednak odmówił.
Trasa po USA jednak się rozpoczęła i Lennon z uwagi na dobro swoich kolegów z zespołu postanowił się ugiąć. Beatlesi podczas konferencji prasowej zrezygnowali z krzykliwych strojów. - Przypuszczam, że gdybym powiedział, że telewizja jest popularniejsza niż Jezus, uszłoby mi to na sucho. Przepraszam, że się odezwałem. Nie jestem przeciwnikiem Boga, Chrystusa ani religii. Nie krytykowałem ich. Nie mówiłem, że jesteśmy lepsi czy więksi - powiedział wówczas Lennon. Wyjaśnił, że chodziło mu o zobrazowanie upadku chrześcijaństwa w Wielkiej Brytanii. - Jeśli chcecie, żebym przeprosił, jeśli to was uszczęśliwi, to OK, przepraszam - zakończył wypowiedź.
Trasa koncertowa po USA - koszmar muzyków The Beatles
Słowa muzyka uciszyły sytuację. WAQY odwołała palenie płyt zespołu, Watykan zaakceptował przeprosiny, a dziennikarze zmienili ton wypowiedzi na temat brytyjskiej grupy. Jednak nastroje nie zostały całkowicie uspokojone. Przed koncertami pojawiali się protestujący, na przykład w Detroit zjawili członkowie Ku Klux Klanu, którzy ukrzyżowali płytę The Beatlesów, a następnie ją spalili. Kontynuowano też palenie stosów z albumami zespołu. Muzycy dostawali pogróżki telefoniczne. Rada miasta Memphis była też za tym, żeby odwołać koncert, który jednak finalnie się odbył.
Oczywiście cała sytuacja pozwalała prawicowym radykałom na budowanie swojego kapitału politycznego. Wielu z nich wypowiadało się w mediach, w tym Robert Shelton z Ku Klux Klanu, który nazwł Beatlesów "komunistami" za wspieranie praw obywatelskich. Z kolei kaznodzieja Jimmy Stroad zorganizował chrześcijański wiec, by "dać młodzieży z środkowego Południa szansę na pokazanie, że Jezus Chrystus jest bardziej popularny niż Beatlesi". Podczas jednego z występów na scenę rzucono petardę. Muzycy byli przekonani, że są ofiarami strzelaniny.
Beatlesi bardzo źle znieśli trasę po Stanach. Do tego stopnia, że George Harrison rozważał opuszczenie zespołu. Zgodził się zostać w grupie tylko dlatego, że pozostali muzycy obiecali mu skupienie się na studyjnych działaniach i ograniczenie występów na żywo. Zespół nie wystraszył się jednak i wciąż zabierał głos w ważnych społecznie sprawach, głównie krytykując wojnę w Wietnamie, czym ponownie nie zaskarbił sobie miłości wielu mieszkańców Ameryki.
Sama wypowiedź Lennona jest wciąż żywa, mimo iż minęło od niej równo 60 lat. W popkulturze wciąż pojawiają się odniesienia do wywiadu z muzykiem, które nie dają o nim zapomnieć. Hasło o Beatlesach popularniejszych od Jezusa jest obecnie jednym z elementów mitu kultowego zespołu i stając się nierozerwalną częścią ich spuścizny.
Źródło: Antyradio/Wikipedia.org
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca! Po więcej informacji zachęcamy do odwiedzenia naszego Facebooka, Twittera, TikToka i Instagrama. Żeby posłuchać, co teraz gramy, kliknij w poniższy baner!