Bill Ward: Nick Menza był niesamowitym perkusistą
Były perkusista Black Sabbath złożył hołd swojemu zmarłemu koledze po fachu. Posłuchajcie, co o nim powiedział w swojej audycji.
Bill Ward niestety nie zdołał się dogadać ze swoimi dawnymi przyjaciółmi i nie bierze udziału w pożegnalnej trasie koncertowej grupy Ozzy'ego Osbourne'a i Tony'ego Iommiego. Wciąż nie narzeka jednak na brak obowiązków - jednym z jego stałych zajęć jest prowadzenie programu radiowego „Rock 50”.
W audycji z 28 maja 2016 roku Ward zabrał głos w sprawie zmarłych ostatnio muzyków: Davida Bowiego, Prince'a i byłego perkusisty Megadeth, Nicka Menzy, znanego z - przez wielu uznawanego za klasyczny - składu, który zarejestrował płyty „Rust in Peace”, „Countdown to Extinction” i „Youthanasia”. Oprócz przytoczenia krótkiej biografii perkusisty, zwrócił też uwagę na jego okoliczności śmierci.
Niestety, znowu straciliśmy świetnego perkusistę. Tym razem był nim Nick Menza, prawdopodobnie najbardziej znany z grania w Megadeth. Nick urodził się 23 lipca 1964 roku w Monachium i ku mojemu smutkowi zmarł 21 maja 2016 roku w wieku 51 lat. Z tego, co zrozumiałem, zmarł dosłownie na scenie. Jego serce wysiadło, gdy występował ze swoim zespołem OHM w Los Angeles.
Ward wyraził podziw, że Menza miał okazję umrzeć robiąc to, co kocha. Jego zdaniem to najlepsza droga na opuszczenie tego świata. Perkusista szczerze przyznał, że śmierć w trakcie koncertu idealnie oddaje sens życia muzyka: pokazuje się na scenie, gra i robi swoje, a potem bezpowrotnie znika.
Nie chcę przytaczać zbyt wielu nazwisk, ale mam na myśli jeszcze przynajmniej kilka osób, powszechnie znanych i cenionych perkusistów, którzy odeszli w trasie, robiąc to, co do nich należy. I to, co robili, było tym, co kochali najbardziej.
Ex-członek Black Sabbath przyjrzał się również muzykom, których podziwiał Nick Menza, gdyż - według niego - to zawsze mówi bardzo dużo o człowieku. Pośród nich wymienił takich perkusistów jak Buddy Rich, Steve Gadd, Nick Ceroli, Jeff Porcaro i Louie Bellson. Stwierdził, że wszyscy z nich są szalenie inspirującymi, niesamowitymi perkusistami - podobnie jak muzyk Megadeth.
Nie chodzi tylko o to, jak wykonywali swoje partie i sprawdzali się jako muzycy jazzowi, ale dawali też rockowego czadu. Oczywiście w tym gronie nie brakuje rockowych bębniarzy. Ale wszystkich ich łączy jedno: mają serce i duszę. I tak samo było z Nickiem Menzą. Pamiętam jego grę na „Rust in Peace”, chyba nawet graliśmy kiedyś coś z tej płyty w naszej audycji.
Pełne nagranie znajdziecie poniżej:
Bill Ward złożył też najszczersze kondolencje rodzinie zmarłego muzyka.