Gwiazdor punk rocka nazwał Taylor Swift "nudną". Teraz chce z nią współpracować
Czy Johnny Rotten zaśpiewa z Taylor Swift? Zaskakująca zmiana zdania legendy punka intryguje fanów.
- Johnny Rotten chce nagrać duet z Taylor Swift, mimo że wcześniej ją krytykował.
- Legendarny lider Sex Pistols po czasie docenił sukces Taylor Swift.
- Lydon próbował współpracy w przeszłości z Kate Bush, ale nic z niej nie wyszło.
John Lydon i Taylor Swift: wystąpią wspólnie?
Były lider Sex Pistols Johnny Rotten zszokował fanów, zmieniając zdanie. Zdradził, że chce zaśpiewać w duecie z gwiazdą pop Taylor Swift. Kilka miesięcy temu nazwał ją "niesamowicie nudną".
Legenda punka występuje od lat pod swoim prawdziwym nazwiskiem - John Lydon. Muzyk przyznał w wywiadzie dla The Mirror, że pomimo tego, iż kiedyś odrzucał muzykę Swift, uważając ją za rozrywkowy produkt, który nadaje się do występów w Las Vegas, teraz docenia jej sukces i nie miałby nic przeciwko współpracy z artystką. - Osoby, które tworzą taką muzykę, jak Taylor, robią to bardzo dobrze - powiedział Lydon.
- Ona zasługuje na to, żeby ze mną wystąpić. Wyobrażacie sobie ten duet? - zapytał w rozmowie z tabloidem. Ta nagła zmiana zdania zaskoczyła fanów, którzy pamiętają, że jeszcze niedawno słynny punkowiec krytykował Swift. Z drugiej strony zaciekły przeciwnik monarchii, który wywołał skandal piosenką "God Save the Queen" w latach 70., wręcz płakał po śmierci Elżbiety II. Warto jednak pamiętać, że to właśnie dzięki niej osiągnął status ikony muzyki.
Nie byłby to pierwszy duet z gwiazdą popu, na którego miał chrapkę. Jakiś czas temu próbował współpracować z Kate Bush. Wspólnie mieli stworzyć piosenkę o... uwolnieniu papug z Amazonii. - Powiedziała: "Nie mogę tego zaśpiewać. Spie*rzaj". To nie były jej dokładne słowa, ale takie było znaczenie" – wspomina Lydon. Z niecodziennej kolaboracji nic nie wyszło.
Quiz: Trudny quiz z klasycznego rocka, w którym młodzież nie ma szans na 100%
Johnny Rotten: ostatnie lata na scenie muzycznej
Lydon od czasu rozpadu Sex Pistols jest frontmanem Public Image Ltd. PiL wraca na scenę w liczącej 40 koncertów trasie o nazwie This Is Not The Last Tour, która rozpocznie się w Bristolu w maju 2025 roku. To jego pierwszy poważny powrót Lydona do muzyki po śmierci jego żony Nory Forster. Kobieta marła w 2023 roku z powodu ciągnącej się wiele lat choroby Alzheimera. Muzyk opiekował się swoją żoną. Potrafił utożsamić się ze stanem małżonki, ponieważ jako dziecko przeszedł zapalenie opon mózgowych. które spowodowało u niego tymczasową amnezję.
- Wspominałem to i myślałem sobie: "Wow, to miało jakiś cel" – powiedział w wywiadzie. - To mi bardzo pomogło w opiece nad Norą… Sama wracała do wspomnień i zrozumiałem, jak ważne to było - wyjaśnił. Kilka miesięcy po stracie żony w życiu Lydona pojawiła się kolejna tragedia - śmierć jego najlepszego przyjaciela i menedżera - Johna "Rambo" Stevensa. Te doświadczenia nie sprawiły jednak, że były muzyk Sex Pistols stracił swoje nietuzinkowe poczucie humoru.
Pamiętasz czasy Jarocina? Top 10 punkowych zespołów z PRL-u
- 10 Zobacz zdjęcia
- Ulubiona rzecz, jaką kupiłem Norze? Japońska toaleta, która pryskała gorącą wodą jak bidet. Uwielbiała ją. Teraz mam od niej hemoroidy - zdradził. Jego miłość do żony zainspirowała również emocjonalny utwór "Hawaii", który został zgłoszony jako irlandzki kandydat na Eurowizję 2024. Chociaż nie został zakwalifikowany, Lydon wykonał go na żywo w "The Late Late Show", pokazując swoje emocje podczas występu. - Nie wiem, czy kiedykolwiek go jeszcze wykonam... To zbyt bolesne - wyjaśnił. Obecnie znajduje ukojenie w malowaniu, powoli pracując nad autoportretem z żoną, którego, jak przyznaje, może nigdy nie ukończyć. - Mogę być dla niektórych Johnnym Rottenem, ale tak naprawdę jestem Johnem Lydonem - o wiele bardziej kochającym facetem - wyjawił.
Pomimo swojej wrażliwości, nie stracił punkowego pazura. Wielokrotnie publicznie komentował w swoim niezbyt subtelnym stylu osoby z branży muzycznej - Lady Gagę, The Rolling Stones, a nawet na swoich byłych kolegów z Sex Pistols, którzy niedawno zreformowali się bez niego, zatrudniając Franka Cartera jako nowego frontmana. Stwierdził, że ich powrót do grania to "karaoke".
Źródło: Antyradio/Mirror
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca! Po więcej informacji zachęcamy do odwiedzenia naszego Facebooka, Twittera, TikToka i Instagrama. Żeby posłuchać, co teraz gramy, kliknij w poniższy baner!