Miasto tak piękne, że można oszaleć. Syndrom Stendhala naprawdę istnieje?
Wiele osób opowiadając o podróżach, mówi o „widokach zapierających dech w piersiach”. Oczywiście jest to przenośnia, jednak istnieje coś takiego jak syndrom Stendhala, który dotyka coraz więcej turystów. Na czym polega i kogo dotyczy?
Na świecie nie brakuje pięknych miejsc, bogatej architektury i przyrody, która naprawdę zapiera dech w piersiach. Choć na wakacje jedziemy po to, aby pozwiedzać nowe miejsca, zapoznać się z inną kulturą i przede wszystkim odpocząć, to istnieje ryzyko, że podczas urlopu ucierpimy. Wpływ na to, mogą mieć piękne turystyczne miejscowości. Jak to możliwe?
Na czym polega syndrom Stendhala?
Być może słyszeliście o czymś takim, jak syndrom Stendhala. To ciekawe zjawisko, które dotyka turystów. Zrobiło się o nim ostatnio dość głośno i chętnie brany jest pod lupę przez naukowców. Wzbudza wiele kontrowersji i jednocześnie bardzo ciekawi. Niektórzy nie mają wątpliwości – on naprawdę istnieje.
Syndrom Stendhala zamiennie nazywany syndromem florenckim to nic innego, jak reakcja organizmu na widoki zapierające dech w piersiach. Chodzi o piękne zabytki, architekturę czy ogólnie zachwycające rzeczy zgromadzone na niewielkiej powierzchni. Choć dopiero teraz coraz częściej słyszy się o tej przypadłości, to zjawisko to zostało opisane na przełomie lat 70. i 80 przez Graziellę Magherini włoską lekarkę psychiatrii.
Niektórzy zaczęli odczuwać dolegliwości tuż po tym, jak mieli do czynienia z inną kulturą. Zjawisko to pojawiało się u osób z różnych zakątków świata, jednak co ciekawe, najczęściej doświadczali tego turyści odwiedzający Florencję. Według szacunków, każdego roku z powodu syndromu Stendhala hospitalizuje się ok. 20 turystów z Florencji. A do najczęstszych objawów należą:
- zawroty głowy
- utrata równowagi
- dezorientacja
- przyspieszone bicie serca
Te ikoniczne dzieła są naprawdę przytłaczające. Niektórzy ludzie tracą orientację. To może być zdumiewające. Często widziałam, jak ludzie zaczynają płakać.
Syndrom Stendhala podzielił społeczeństwo i świat nauki. Nie wszyscy wierzą w jego istnienie, a wszelkie dolegliwości, jakich ludzie doznają podczas pobytu w turystycznych kurortach, przypisują innym przyczynom. W 2018 roku pewien mężczyzna, podziwiając obraz „Narodziny Wenus” Botticellego, stracił przytomność. Natychmiast pojawiły się podejrzenia, że on również został dotknięty syndromem Stendhala. Jak się później okazało, mężczyzna chorował od dłuższego czasu, a w chwili pobytu we Florencji miał atak serca.
Kim był Stendhal?
Nazwa syndrom Stendhala została zaczerpnięta od francuskiego pisarza Marie-Henri Beyle, autora m.in. powieści „Czerwone i czarne”. To on w swoim pamiętniku opisał doświadczenie, jakie spotkało go podczas pobytu we Florencji. Miał zdradzić, że przez obcowanie z włoską kulturą miał doznać gwałtownego kołatania serca. Natomiast podziwianie grobu Dantego i rzeźby Dawida, Michała Anioła miała przyczynić się do późniejszej niedyspozycji pisarza. Beyle kilka następnych dni miał spędzić w łóżku z gorączką. Z czasem coraz więcej osób zaczęło skarżyć się na podobne doświadczenia.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca! Po więcej informacji zachęcamy do odwiedzenia naszego Facebooka , Twittera, TikToka i Instagrama. Żeby posłuchać, co teraz gramy, kliknij w poniższy baner!